<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089</id><updated>2011-07-30T11:35:41.127-07:00</updated><category term='kultura popularna'/><category term='memetyka'/><category term='Donald Tusk'/><category term='polityka'/><title type='text'>popKiszka. Blog Tomasza Kozłowskiego</title><subtitle type='html'>Telewizji nie kocham, media mnie bolą, dlatego o nich piszę tu i tam.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>33</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-7686103101910475864</id><published>2010-04-28T23:32:00.001-07:00</published><updated>2010-04-28T23:37:53.810-07:00</updated><title type='text'>Tekst żyje własnym życiem</title><content type='html'>O prawdzie tej przekonałem się niejednokrotnie. Po raz pierwszy spadła ona na mnie boleśnie, gdy po jednej ze zmyślonych historii, jakich na pęczki - tak dla jaj - pisałem niegdyś do działu "Listy do redakcji" w "Wysokich Obcasach", zgłosił się do mnie pewien dokumentalista z TVP z pytaniem, czy nie dałoby rady nakręcić o mojej zmyślonej bohaterce dokumentu. &lt;br /&gt;Przygody takie przytrafiają się do dziś. &lt;a href="http://ujk.edu.pl/ujk/matura/j-polski_test.pdf"&gt;Ostatnia &lt;/a&gt;każe mi spojrzeć na często stawiane majową porą w mediach pytanie "Czy i ja zdałbym dziś maturę z polskiego?" z zupełnie innej strony, niż zazwyczaj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-7686103101910475864?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/7686103101910475864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=7686103101910475864' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7686103101910475864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7686103101910475864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/04/tekst-zyje-wasnym-zyciem.html' title='Tekst żyje własnym życiem'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-2242660304731191372</id><published>2010-04-22T00:10:00.000-07:00</published><updated>2010-04-22T00:12:53.375-07:00</updated><title type='text'>Koncert (złych) życzeń</title><content type='html'>Jeśli ktoś ma ucierpieć, to wszyscy, a nie ja sam. Jeśli mam mieć mało, to niech inni mają jeszcze mniej. Jeśli ktoś ma mieć dobrze, to pod warunkiem, że ja będę mieć lepiej. Brzmi jak początek upiornego dekalogu? Niestety, zdaniem uczonych takie zasady obowiązują powszechnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małżeńska zdrada, choroba, utrata majątku, wypadek, oszustwa, kryzys, czy wreszcie śmierć. Doborowa mieszanka nieszczęść. A jednak – w przypadku każdego z nich można by znaleźć całe dziesiątki dowcipów z nimi w roli głównej. Nie oszukujmy się – cudze nieszczęścia – i to nie tylko te zmyślone – potrafią perwersyjnie cieszyć. Dlaczego? &lt;br /&gt;Niedawno w swoich badaniach ekonomiści z Harvardu, David Hemenway oraz Sara Solnick wykazali, że większość ludzi wolałaby zarabiać 50 tys. dolarów i jednocześnie 2 razy więcej od reszty, aniżeli zarabiać 100 tys. dolarów, podczas gdy inni zarabiali by 200 tys. Lepiej więc zarabiać znacznie mniej, byle było to więcej niż mają inni. Do bardzo podobnych wyników doszli brytyjscy ekonomiści Daniel Zizoo i Andrew Oswald, w których studium okazało się, że konsumenci chętniej wydadzą znaczną sumę pieniędzy, jeśli spowoduje to, że inni stracą jeszcze więcej. Mówiąc prościej – gotowi jesteśmy nawet zbiednieć, jeśli tylko ma to sprawić, że inni mieć będą jeszcze gorzej. Laurka, jaką wystawiamy sobie w takich badaniach jest dość ponura. 'Zastaw się, a postaw się', albo lepiej: 'zastaw się, a nie dopuść, by innym się powiodło'.&lt;br /&gt;Skąd w ludziach tak niska skłonność, skoro powszechnie wiadomo, że 'nie czyń drugiemu co tobie niemiłe' jest jedną z najstarszych i niekwestionowanych od wieków zasad zgodnego życia w grupie? Cudze szczęście kłuje w oczy. Owszem, nie zawsze i nie wszędzie, ale jednak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej już niebawem na łamach miesięcznika "Charaktery". A na razie podaję link do &lt;a href="http://www.charaktery.eu/artykuly/Po-co-zyje/690/Niewolnicy-mocnych-wrazen/"&gt;artykułu&lt;/a&gt;, który ukazał się jakieś 2 tyg. temu. Nareczka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-2242660304731191372?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/2242660304731191372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=2242660304731191372' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/2242660304731191372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/2242660304731191372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/04/koncert-zych-zyczen.html' title='Koncert (złych) życzeń'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-8139040903493620959</id><published>2010-04-10T09:30:00.000-07:00</published><updated>2010-04-10T09:35:06.779-07:00</updated><title type='text'>Polski kompleks w erze pop</title><content type='html'>Polskich kompleksów jest bez liku. Poczucie pozostawania w tyle, sny o potędze, pretensje o niesprawiedliwość dziejową, która towarzyszyła nam od rozbiorów aż do Jałty, i pięć dekad komunizmu. Lista jest długa. Doświadczeni przez los, mamy skłonność do tego, by się użalać. "I jakżesz tutaj żyć?" - pytał Kaźmierz Pawlak w Samych Swoich. Powtarzała za nim cała Polska. I wciąż powtarza, jak ponurą mantrę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich czasach odczuć można było nastrój oczekiwania na zmianę. Przyszło nowe pokolenie, totalitaryzm upadł. Otwarto granice. Półki zapełniły towary. Zachłyśnięto się wolnością, usiłowano zapomnieć o złu. Historia obdarzyła nas kredytem zaufania: uwierzmy w siebie i wykorzystajmy to! Proste, lecz taki plan to oczywiście utopia. Przemiany w umysłach generacji zachodzą znacznie wolniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Badania prowadzone przez CBOS wskazują na dręczący nas „kompleks Zachodu” i niską samoocenę. Pod wieloma względami czujemy się gorsi. Komunizm zakorzenił w nas przekonanie, że jesteśmy biedniejsi, słabsi i gorzej wykształceni. Pojawiły się nawet hipotezy mówiące, że Polska cierpi na syndrom post-kolonialny. Dręczy nas brak kapitału społecznego, pesymizm, rozpamiętywanie historii. Demokracja zaowocowała kompleksem, z którego wynika, że Polacy są nie tylko niezdolni, ale i niechętni do samostanowienia. Mieli się tego wstydzić. Bronisław Wildstein, przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego, opisywał w felietonie plakat z osobnikiem z biało-czerwonym nosem błazeńskim i napisem: "Głosuj, abyśmy nie wyglądali tak w Europie". Czy którekolwiek zachodnie państwo - pytał retorycznie Wildstein - przejmuje się tym, jak Bruksela odbierze wynik wyborczy? Czy dopiero szantaż emocjonalny ma skłonić do pójścia do urny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość tekstu - do przeczytania w magazynie "Kawa". Dodam, że choć pismo na rynku świeże, to z aspiracjami bardzo wysokimi. Wystarczy zajrzeć na &lt;a href="http://www.ekawa.net/"&gt;tę stronę&lt;/a&gt;. Polecam ze względu na przyjemną formę i bardzo ambitną treść.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-8139040903493620959?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/8139040903493620959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=8139040903493620959' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/8139040903493620959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/8139040903493620959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/04/polski-kompleks-w-erze-pop.html' title='Polski kompleks w erze pop'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-4329054932670617940</id><published>2010-04-07T00:04:00.001-07:00</published><updated>2010-04-07T00:06:06.589-07:00</updated><title type='text'>Monogamia to ściema</title><content type='html'>Marzyłeś o seksie w trójkącie? Zazdrościłeś tym, którzy tak się zabawiali? Lubisz niewinnie poflirtować? Jeśli zaprzeczasz, to albo kłamiesz, albo jesteś pingwinem.&lt;br /&gt;Za czasów studenckich pomieszkiwało się w różnych miejscach. Pewnego razu życie rzuciło mnie do całkiem przytulnej kamienicy. Nie zwróciłem wówczas uwagi na zagadkowe 'tu nie' powypisywane flamastrami na niemal wszystkich guzikach domofonu. Namolni roznosiciele ulotek? – pomyślałem. Sprawa wyjaśniła się parę dni później, kiedy to sam odebrałem kilka domofonów. Na pytanie „kto tam?” słyszałem albo 'o, przepraszam', albo wprost: 'ja do pani z ogłoszenia'. Szybko pojąłem, że w kamienicy jest świetnie prosperujący burdel, rozlany na kilku kondygnacjach i w niedługim czasie sam dopisałem wymowną kreską 'TU NIE'.&lt;br /&gt;Podpatrywałem jak biznes prosperuje. Niech nikt nie myśli, że w budynku miały miejsce regularne burdy inspirowane obecnością całej śmietanki tamtejszego półświatka. Absolutnie. Schludnie, fachowo. Klient przychodzi, dzień dobry, robi swoje, wychodzi. Pełna kultura. Przekrój petentów olbrzymi: od 'niebieskich' po 'białe kołnierzyki'. Wiosna czy zima, paniom klientów zbywało. Najstarszy zawód świata nadal jest niezastąpiony. Nic dziwnego. Niewidzialna ręka rynku stworzyła go w odpowiedzi na naturalne potrzeby gatunku. Teoretycznie bowiem każdy (i każda) z nas jest poligamistą. Nie miałem wątpliwości, że cała masa facetów, która przewinęła się przez tamte pielesze, po zapięciu rozporka wracała jak gdyby nigdy nic do żon, konkubin i narzeczonych. Prawda stara jak świat i równie stara jak ten zawód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do przeczytania całości tekstu na łamach kwietniowego numeru &lt;a href="http://www.logo24.pl/Logo24/1,86375,5651102,Spis_tresci.html"&gt;LOGO&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-4329054932670617940?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/4329054932670617940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=4329054932670617940' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4329054932670617940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4329054932670617940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/04/monogamia-to-sciema.html' title='Monogamia to ściema'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-3958734213260758571</id><published>2010-03-24T08:45:00.000-07:00</published><updated>2010-03-24T08:46:12.022-07:00</updated><title type='text'>Moja strona www</title><content type='html'>Wszystkich zainteresowanych &lt;a href="http://tomasz-kozlowski.pl/"&gt;zapraszam&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-3958734213260758571?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/3958734213260758571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=3958734213260758571' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3958734213260758571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3958734213260758571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/03/moja-strona-www.html' title='Moja strona www'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-6564291709080839828</id><published>2010-03-24T08:36:00.000-07:00</published><updated>2010-03-24T08:43:07.519-07:00</updated><title type='text'>W poszukiwaniu neuro-haju</title><content type='html'>Tak brzmiał pierwotny tytuł tekstu o novelty-seekerach. Ale go ostatecznie ułagodzono i ukazał się w "Charakterach" pod postacią &lt;a href="http://www.charaktery.eu/charaktery/"&gt;taką to&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Skrótu nie zamieszczam, nie chce mi się, mam kiepski humor. Do kiosków, kupować, dać firmie zarobić a potem dać zarobić mnie. Odmaszerować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-6564291709080839828?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/6564291709080839828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=6564291709080839828' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6564291709080839828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6564291709080839828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/03/w-poszukiwaniu-neuro-haju.html' title='W poszukiwaniu neuro-haju'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-6825556510411312167</id><published>2010-03-19T02:26:00.000-07:00</published><updated>2010-03-19T02:28:05.472-07:00</updated><title type='text'>Mediapokalipsa</title><content type='html'>Koniec świata! Agca na wolności, Polański w więzieniu, Doda w „Teraz my” a Senyszyn w „Tańcu z gwiazdami”! – żaliła się jedna z postaci w satyrycznym rysunku, który nie tak dawno przyciągnął moją uwagę. Hm, można jeszcze dodać Nergala w kościele, Lady Gagę w pałacu Buckingham czy Obamę w Sztokholmie. Faktycznie, chyba „się ściemnia”, jak śpiewała niegdyś Kora. &lt;br /&gt;Jak by nie było, 21 grudnia 2012 coraz bliżej… Kto wie, może dzień zagłady wieszczony przez Majów wieki temu zaczyna się ot, takimi właśnie niespodziankami? Nie ma co uderzać w ciężkie dzwony o nierządnicach babilońskich, bestiach siedmiogłowych i całej zabawie w Armagedon. To co mamy dziś przemawia do mnie bardziej niż słoneczne burze, magnetyczne przebiegunowanie planety czy nawet obserwowany ostatnio efekt cieplarniany. A że nic na temat Dody czy posłanki Joanny nie zostało wcześniej spisane? A niby jak poczciwy staroindiański astronom miałby nazwać tego typu medialne atrakcje? &lt;br /&gt;Świat, przynajmniej świat mediów, już dawno stanął na głowie i nie ma w tym ani grama czarnowidztwa. Takie są fakty. Żyjemy w erze pojęciowego bałaganu, który można by uporządkować w… pół sekundy. No, może niezupełnie w pół, choć wielu psychologów twierdzi, że dokładnie tyle brakuje telewidzowi. Dzięki temu mógłby biedaczyna odrobinę zastanowić się nad tym, co właśnie przyszło mu oglądać i zacząć cokolwiek z tego rozumieć. Bez różnicy, czy będzie to kolejna odsłona serialu o śledczych z komisji, balu u senatora, popisów amatora czy jeszcze innego „trele-morele”. Missing half second, ¬¬jak mówią uczeni, to bolączka dzisiejszego multimedialnego imperium. Tyle bowiem wystarcza, by świadomie umiejscowić oglądane tele-badziewie w nieco szerszym kontekście i – jak przystało na kulturalnego człowieka, co to odróżnia Antka Borynę od Tomasza Judyma – w miarę sensownie się do tego odnieść. &lt;br /&gt;Ale jak się odnieść, skoro czasu brak? Co to to nie! Nie po to medialni producenci upychają w nas pop-papkę, by z nami o niej dyskutować. Nie nam pytać o ingrediencje. Mamy ją po prostu grzecznie przerzuć, przełknąć, przetrawić i poprosić o repetę. A medialne dania serwowane są w tempie iście fast-foodowym. Podziwiam możliwości pop-przemysłu, który niemal na poczekaniu gotów jest kreować kolejne mutacje znanych seriali, teleturniejów, powielać to, co przyniosło wcześniej zysk. A ta machina dopiero nabiera rozpędu. &lt;br /&gt;Pół sekundy – czy doprawdy tak trudno je znaleźć i na spokojnie sobie pomyśleć o tym lub o owym? Jeśli dobrze się przyjrzeć, cóż, trudno. Rzeczywistość mediów to nie tylko twórcy, redaktorzy, scenarzyści, reżyserzy, artyści i aktorzy. To również, a może przede wszystkim, żelazne kleszcze praw rynku. A czas – w tym wypadku również nasze pół sekundy – to pieniądz. Najlepiej wiedzą o tym reklamodawcy. W bloku reklamowym ekran już od dawna nie pozostaje czarny ani na sekundy ćwierć. To nie PRL, kiedy to przez całe 5 minut, albo i dłużej, można było gapić się na zegar, ewentualnie imieninową pocztówkę. Walka o reklamodawcę trwa nieprzerwanie i kiedy zbierze się te brakujące półsekundówki, wychodzi, że do przetrawienia programu telewizyjnego statystycznemu oglądaczowi potrzeba już kilku kwadransów tygodniowo. Bez tej odrobiny namysłu mediapokalipsa wydaje się naprawdę bliska.&lt;br /&gt;Czasem myślę sobie, że mam farta. Mam farta, bo miast się przejmować, tak naprawdę jestem diabelnie ciekaw, co będzie za te 10-20 lat. Pamiętam, jak co niektórzy kaznodzieje, ba, socjologowie, psychologowie i cały kwiat dziennikarstwa, biadali, załamując ręce nad pierwszą edycją Big Brothera. Koniec telewizji, upadek obyczajów, hołota i moralne szambo! A rzeczy, o którym filozofom i innym jasnowidzom się nie śniło, miały dopiero nadejść… Bo Gulczasy, Klaudiusze, Manuele i cała reszta wesołej gromadki przy niektórych celebrytach kalibru Joli Rutowicz to ludzie wcale na poziomie. Dziś już by się nie przebili. Nawet Frytka i jej przygoda w jacuzzi wydają się prawie romantyczne. To i słychać o niej coraz mniej. Dziś trzeba czegoś więcej. Przykłady?&lt;br /&gt;Agca za ciężkie miliony opowiadać będzie o swoich premedytacjach. A gawiedź z wypiekami na twarzy będzie tego słuchać. Jeszcze kto pomyśli, że strzelać do drugiego jest w sumie fajnie? O fotel głowy państwa polskiego powalczy imć Kononowicz. Internet ponownie pogrąży się w Kono-ekstazie a na Allegro smutne swetry schodzić będą jak świeże bułeczki. Kto obejrzał program duetu Sekielski-Morozowski – ten ma dopiero farta! Mógł nie wiedzieć, a już wie, że Doda nie ma pojęcia, kto to jest Jacek Kurski. Warto, prawda? Dobra publicystyka zawsze w cenie. Mówiło się kiedyś, że papier jest cierpliwy. W dobie, gdy media papierowe odchodzą do lamusa, warto tę formułkę nieco podapgrejdować. Ekran jest równie cierpliwy i zniesie jeszcze więcej. Nawet Nelly Rokitę – to ponoć już niebawem – pod rękę z Maserakiem. &lt;br /&gt;Przyznam, że brakuje mi wyobraźni, profeta ze mnie kiepski. Wszystko co potrafię sobie wyobrazić to ogromna machina medialna, której każdy jest elementem. Nie ma już osobnych telewizorów, komórek, kamer. Wszystko jest ze sobą w pełni zgodne i kompatybilne. Wszystko jest elementem jednego i tego samego medialnego lewiatana, który każdemu zaserwuje wszystko według potrzeb. Wystarczy się tylko wpiąć. Ale mam ten luksus, że nie muszę się tym martwić. A jeśli dalej będę mieć farta, to się dowiem, kogo nasz lewiatan zapoda za tych parę lat na ekrany. Już teraz uważnie śledzę ten pełzający Armagedon. Zawsze kiedy pomyślę, że oto nierządnica babilońska rozkłada uda, nagle pojawia się następna i mówi: u mnie jeszcze taniej. Końca nie widać! &lt;br /&gt;Poczciwy dziad w Konopielce grzmiał, że z końcem świata nie tylko „wilki latać bedo”, ale „chłop z chłopem spać będzie, a baba z babo”. Sofcik, prawda? Ani to straszne, ani bulwersujące. Może nawet i sam wizjoner spod Taplar by się do tego w miarę szybko przyzwyczaił. A to dlatego, że jeszcze szło to sobie jakoś wyobrazić. A tego co jest dzisiaj nawet sam Lem nie przewidział. A genialny futurolog na mediach znał się jak mało kto. Mimo to napisał: „dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”.  Fakt, na to chyba i Nostradamusowi nie starczyłoby wyobraźni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-6825556510411312167?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/6825556510411312167/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=6825556510411312167' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6825556510411312167'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6825556510411312167'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2010/03/mediapokalipsa.html' title='Mediapokalipsa'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-7783967905582909566</id><published>2009-09-20T10:17:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T10:22:13.558-07:00</updated><title type='text'>Tortem w mózg</title><content type='html'>Wiem, że dawno mnie nie było, żeście się za mną stęsknili niemiłosiernie, ale oto... wróciłem. I od razu z kolejnym artykułem. Ukazało się toto w sierpniu na łamach "Charakterów" i we wrześniu na jednym z podportali "Gazety" - co mnie mocno zadziwiło. Bo dowiedziałem się o tym z drugiej, albo i trzeciej ręki. Zabawne, jeszcze nie podpisałem umowy, a tekst po sieci krąży... ;)&lt;br /&gt;Pozwalam sobie &lt;a href="http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,96115,6992503,Tortem_w_mozg.html"&gt;go &lt;/a&gt;podlinkować, dobrze?&lt;br /&gt;Co do treści - taka "Małpa" w pigułce. Kto mnie zna wie o co chodzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-7783967905582909566?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/7783967905582909566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=7783967905582909566' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7783967905582909566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7783967905582909566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/09/tortem-w-mozg.html' title='Tortem w mózg'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-1028162498872810257</id><published>2009-05-31T07:35:00.001-07:00</published><updated>2009-05-31T10:40:01.549-07:00</updated><title type='text'>W oczekiwaniu na cud</title><content type='html'>Zelektryzowały mnie ostatnio słowa Maryli Rodowicz jakoby Doda była jej następczynią. Nie wiem nawet jak interpretować stanowisko pani Maryli, czy jest ono podszyte mimo wszystko pewną kpiną - zarówno z popkultury jak i jej zapamiętałych przeżuwaczy - czy może jednak wręcz przeciwnie, gorzkim stwierdzeniem faktu. Czym Rodowicz mogła się kierować? Przyrównaniem skali fenomenu? Popularności? Być może. Prócz tego owe indywidua (albowiem używanie pojęcia "artysta" w takim samym stopniu do Dody co do Rodowicz jest jednak policzkiem dla tej drugiej), różni dosłownie wszystko. Po pierwsze - sposób uprawiania swojej kariery.&lt;br /&gt;Dla Rodowicz prócz pielęgnowania niezbywalnego w jej kawałkach elementu "pop", jest to mimo wszystko nieustający pojedynek twórcy i tworzywa. Jest, do cholery, jakaś droga artystyczna. I to wbrew temu, co mówi się o niej w kontekście śmierci Osieckiej. Rodowicz wcale nie znikła i nie jedzie tylko na "Balu" i "Małgośce". Z Nosowską robi rzeczy nie gorsze. Droga kariery Dody wiedzie z kolei przez wszystkie meandry popkultury z pominięciem dla niej tego pozornie najważniejszego - muzyki. O Dodzie mówi się w kontekście reklam lodów, w kontekście łysiny i bijatyk Radzia Majdana, mówi się w kontekście kupna nowej Lambo, ewentualnie kolejnej sesji dla Playboya (choć to lasia, jeśli już wydobyć ją spod skorupy pudru i cieni, bardzo przeciętna). O ile to, co robi Rodowicz z popkulturą nazwać można delikatnym flirtem (czasem wszak pojawi się w jakimś "Życiu na Gorąco", w jakiejś tam "Gali"), o tyle działania Dody przypominają perwerę bez trzymanki. &lt;br /&gt;Po drugie - repertuar. Doda nigdy, przenigdy nie miała i nie będzie mieć hitów na miarę tych, które śpiewała Rodowicz. "Nie martw się, uśmiechnij się"? Pozostawiam to bez komentarza. Osiecka i Nosowska mogłyby poczuć się porównaniem jakie Rodowicz niedawno poczyniła - bez przymierzania - obrzygane. Przekaz jest bowiem totalnie o niczym, piosenki pisane i grane jednym palcem nie mają w sobie jednej sensownej sylaby. Piosenek Dody nie ma bez niej samej, muzyka i słowa Rodowicz bronią się same. Bez zjawiska medialnego któremu na imię, cytuję, "diamentowa suka", okalanego wulgarnością i pseudo-polotem, materiał Rabczewskej nie miałby szans na jakąkolwiek uwagę. &lt;br /&gt;Ech... szkoda gadać. Powiedzmy, że Rodowicz popełniła małą gafę i przejdźmy nad nią do porządku dziennego. Chyba, że na Rabczewską spojrzymy nieco inaczej - jako na to wszystko, co popkultura początku XXI wieku ma najlepszego do zaoferowania, jeśli chcieć znaleźć w niej coś na miarę (bardzo marną) Rodowicz. Wtedy może faktycznie Doda jest jej następczynią, ale tylko dlatego, że jak śpiewa Rodowicz, "hej, gorzej być nie może. Więc czemu by nie położyć się i na lekkim rauszu, w pozycji na znak czekać na cud"? No to czekamy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-1028162498872810257?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/1028162498872810257/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=1028162498872810257' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/1028162498872810257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/1028162498872810257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/05/w-oczekiwaniu-na-cud.html' title='W oczekiwaniu na cud'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-5919432616669129666</id><published>2009-04-12T15:01:00.000-07:00</published><updated>2009-04-12T15:27:13.081-07:00</updated><title type='text'>Z innej beczki. Całkiem innej.</title><content type='html'>A zatem, dziś o czym innym.&lt;br /&gt;Mamy świąteczny czas, na stole pisanki, po ulicach buszują zające, gdzieniegdzie panoszą się kurczaki. Słowem, czas jak każdy inny, żeby posłuchać ponadczasowej muzyki. Wiele jest takich kawałków, o których mógłbym powiedzieć, że w moim odczuciu stanowią prawdziwe arcydzieło. Ale arcydzieł takich, że jakimś sposobem zapamięta je cały wszechświat, jakaś taka mądrość zupełnie niezależna od człowieka, duch dziejów, alfa i omega, że jak za ileś tam tysiącleci ludzi już nie będzie, to takie dzieło będzie trwać dalej, jakimś zrządzeniem czasoprzestrzeni - a więc arcydzieł takich, jak rzekłem, jest już znacznie mniej. Do takich dzieł zaliczam np. toccatę dorycką d-moll Bacha. Zobaczycie, ludzi nie będzie, a kosmos będzie sobie to jeszcze długo nucił.&lt;br /&gt;Ale ostatnio nawet moja ukochana toccata dorycka poszła w niedługą co prawda, ale jednak odstawkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem ten utwór wcześniej, ale z takimi kawałkami bywa jak z mantrą. Jak się długo tego słucha, długo i parokrotnie, umysł wbija się na zupełnie inny lewel i doświadcza czegoś niecodziennego, nieopisanego. Utwór długi jak na nasze pop standardy niebywale, bo ponad ośmiominutowy. &lt;br /&gt;Powiem tak. &lt;br /&gt;1) Na last.fm powstała specjalna grupa wielbicieli.&lt;br /&gt;2) Każdy z nich opowiada o nim niestworzone rzeczy. Że to już nie "song" tylko "feeling".&lt;br /&gt;3) Ludzie dzielą się nawet między sobą metodami słuchania. Na leżąco, w ciemności, na plaży, pod gwiazdami. Generalnie ma być ciemno i cicho. I samotnie.&lt;br /&gt;4) Utwór zupełnie się nie nudzi, choć główny temat nie składa się więcej niż z 5 nut (co prawda "do nieba to piekła" Blue Cafe składa się z czterech, ale to inna historia). &lt;br /&gt;5) Słuchacze doświadczają metafizycznych przeżyć - po odsłuchaniu dotykają wciąż tematów ponadczasowych, filozoficznych, ocierając się o wątki egzystencjalne, ba, apokaliptyczne (np. twierdzą, że ten kawałek to temat, dla którego tłem byłby ostatni człowiek na ziemi wpatrujący się w zagładę słońca - supernową). Poza tym przypomina im się nierzadko całe życie, płaczą na potęgę...&lt;br /&gt;6) Chris Clark, świetny elektroniczny instrumentalista twierdzi, że utwór ten winien być rozpatrzony jako kandydat na 8 cud świata. I ma w tym cholernie dużo racji. &lt;br /&gt;I TAK DALEJ&lt;br /&gt;Nie wiem, czy mamy do czynienia z jakim neuro-muzycznym-programowaniem, czy jeszcze inną manipulacją. Wiem jedno - jestem totalnie uzależniony.&lt;br /&gt;Panie panowie, Autechre i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fswGKEuTNEc"&gt;VLetrmx21&lt;/a&gt;. Wysokich lotów życzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-5919432616669129666?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/5919432616669129666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=5919432616669129666' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/5919432616669129666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/5919432616669129666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/04/z-innej-beczki-cakiem-innej.html' title='Z innej beczki. Całkiem innej.'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-4135942581919473901</id><published>2009-04-07T13:40:00.001-07:00</published><updated>2009-04-07T13:42:42.240-07:00</updated><title type='text'>Wyłom w murze i zło w okienku, czyli polska batalia o wolny rynek</title><content type='html'>Państwo to ja – mawiał król Ludwik. Jednak postawiony pomiędzy sektorem MSP, fiskusem, ZUS-em i biurokracją struchlałby i mówił mediom to samo, co polscy politycy: Państwo to nie ja! Państwo to urzędnicy!&lt;br /&gt;Mówi się, że żyjemy w gospodarce wolnorynkowej. Ale mówi się i inaczej. Mówi się, że gospodarką wolnorynkową Polska była i być przestała. Kiedy to było? Tuż po upadku Muru Berlińskiego, w pierwszej połowie lat 90-tych. Wtedy to, jeśli przypomnieć sobie nawet treści popkultury, przeżywaliśmy intensywne zachłystywanie się wolnością gospodarczą. Ideałem Polaka stał się wówczas prywaciarz, przedstawiciel small-biznesu, a czasem nawet biznesu nieco większego. Nawet poczciwy fajtłapa Stefan Karwowski, legendarny „40-latek 20 lat później” parał się zakładaniem własnej spółki i rozkręcaniem biznesu, a jego koledzy po fachu urządzali pizzerie, intensywnie inwestowali lub handlowali tym i owym. &lt;br /&gt;Wtedy też dominowało przekonanie, że by założyć firmę wystarczy sam pomysł. Potem w delikatne relacje łączące rynek z przedsiębiorcą władowało się państwo. Zdecydowano, że zbyt proste procedury obowiązkowo należy uściślić (utrudnić), że samowolę biznesmenów należy ukrócić zakładając specjalne ciała trudniące się niespodziewanymi inspekcjami i w ogóle całą tę wolność uregulować. Skutkiem czego po pierwsze: wolnorynkowe ideały są dziś niczym więcej jak tylko ideałami; po drugie zaś – dzisiejsze stereotypy i przekonania na temat startowania z własną firmą są już zupełnie inne: kierat i mordęga, na spotkanie z którymi warto wyposażyć się w mosiężne siedzenie i anielską cierpliwość do wypełniania druczków i grzecznego odpowiadania na wszystkie pytania urzędników-łaskawców. &lt;br /&gt;Zainteresowani? Zapraszam do przeczytania całego artykułu w &lt;a href="http://www.bankier.pl/goto2.html?nazwa=PRZEGLAD_ARCH&amp;url=http%3A%2F%2Fwww.bankier.pl%2Fi%2Fprzeglad%2Fpdf%2Fprzeglads_20090331.pdf"&gt;numerze specjalnym&lt;/a&gt; "Przeglądu Finansowego Bankier.pl"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-4135942581919473901?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/4135942581919473901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=4135942581919473901' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4135942581919473901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4135942581919473901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/04/wyom-w-murze-i-zo-w-okienku-czyli.html' title='Wyłom w murze i zło w okienku, czyli polska batalia o wolny rynek'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-914069086536369715</id><published>2009-03-25T01:36:00.000-07:00</published><updated>2009-03-25T01:55:16.289-07:00</updated><title type='text'>Banki kontra reszta świata, czyli krajobraz po opcjach</title><content type='html'>W czasach kryzysu jedno słowo może doprowadzić do spekulacyjnej lawiny. Lepiej je ważyć. A jeszcze lepiej – zanim cokolwiek się powie – zobaczyć, co mówią inni. Temat opcji walutowych stał się w ostatnim czasie powodem spektakularnych medialnych erupcji. Niepokój udzielił się wszystkim i trudno jest takiemu obrotowi spraw się dziwić. Gros spółek na naszych oczach walczy o przetrwanie. W grę wchodzą nie tylko kwestie finansowe, ale – może przede wszystkim – emocje, a jak mówią żelazne prawa psychologii tłumu, w takich sytuacjach każda wiadomość może okazać się iskrą, która wznieci pożar. Przestrzeń medialna huczała od materiałów koncentrujących się na problematyce opcji i wydawało się, że każda kolejna treść najmniejszego choćby doniesienia potęguje jedynie atmosferę chaosu. Dopiero analiza przekazów medialnych pozwoliła dostrzec główne nurty tego dyskursu.&lt;br /&gt;Pośród materiałów analizowanych w kontekście opcji dostrzec można rzecz jasna co najmniej kilkanaście głównych tematów, jednak zaledwie trzy z nich wyróżniają się zdecydowanie negatywnym wydźwiękiem. Przede wszystkim – najmniej korzystnie przedstawiane są wyniki finansowe spółek. Drugim obszarem są wyniki banków, gdzie wskazuje się, że „problem opcyjny” mógł odcisnąć na nich – większe lub mniejsze piętno. Banki – o czym powiemy za chwilę – zazwyczaj utrzymują, że jednak mniejsze. Trzeci obszar to działania i wypowiedzi polityków. &lt;br /&gt;Wszystkich zainteresowanych dalszym ciągiem artykułu zapraszam na &lt;a href="http://www.nf.pl/Artykul/8990/Banki-kontra-reszta-swiata-czyli-krajobraz-po-opcjach/finanse-kryzys-gospodarczy-opcje-walutowe-waluta/"&gt;tę &lt;/a&gt;stronę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-914069086536369715?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/914069086536369715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=914069086536369715' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/914069086536369715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/914069086536369715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/03/w-czasach-kryzysu-jedno-sowo-moze.html' title='Banki kontra reszta świata, czyli krajobraz po opcjach'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-8244924989848240076</id><published>2009-03-21T06:27:00.000-07:00</published><updated>2009-03-21T06:29:46.618-07:00</updated><title type='text'>Nie byłbym sobą...</title><content type='html'>...gdybym nie podlinkował kolejnego tekstu, do którego przyłożyłem pióra... Behold &lt;a href="http://www.twardziel.pl/spoleczenstwo/ludzie/byles_retro_bad%C5%BA_metro,1,0.html"&gt;twardziel.pl&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-8244924989848240076?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/8244924989848240076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=8244924989848240076' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/8244924989848240076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/8244924989848240076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/03/nie-bybym-soba.html' title='Nie byłbym sobą...'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-3707272820659702507</id><published>2009-03-19T09:24:00.000-07:00</published><updated>2009-03-19T10:15:45.115-07:00</updated><title type='text'>Kono łelkam tu</title><content type='html'>Panie i panowie, nadchodzi! Imć Kononowicz, znany nam wszystkim z brawurowej kampanii i jeszcze bardziej brawurowej przegranej, szykuje mocny return. Chodzą słuchy że ma kandydować na europosła, bo "wszędzie się dzieje się i nic się nie dzieje się". Szanse są ciut większe, bo Kono i jego partia zostali wchłonięci przez daleko poważniejsze struktury, reprezentujące interesy nie tylko białostockie, ale - uwaga! - słowiańskie. Może to i dobrze, bo Kono czasy Piasta Kołodzieja przywołuje w mej pamięci jak mało który polityk, zwłaszcza że malowniczo zajeżdża melodyjnym, kresowym akcentem. Interesuje mnie jedno. Czy Kono zaprzeczy twardym prawidłom dotyczących medialnych meteorów. Czemu meteorów? Wiadomo - bo pojawiają się, trach! i nie ma. Pojawienie się może być spektakularne jak upadek meteorytu tunguskiego. Ale prawidła ruchu meteorów są niezachwiane: każdy ma mniejsze i większe prawdopodobieństwo, że spadnie na Ziemię. Ale żaden nie walnie w nas dwa razy. I prawo to stosuje się również do zjawisk medialnych. Taka Rutowicz, Lepper, Tymiński, a teraz również Kono - czasy świetności mają chyba za sobą. Pojawili się, narobili szumu, wywołali parę skandali, ale po jakimś czasie cisza... (Rutowicz stara się wybić ponownie i spaść na nas powtórnie, ale grawitacja chyba jednak bierze górę). Skoro jesteśmy przy takiej zgoła astronomicznej metaforze, niech mi wolno będzie zauważyć, że o ile medialne meteory - błysk, trach, nie ma - to zjawisko stosunkowo częste, różniące się tylko siłą rażenia (tak samo jak z meteorami: jest sobie kamyk który pierdyknie komuś w samochód, a i jest sobie bomba, którą los detonuje nad Jukatanem jakieś 65 milionów lat temu), tak czymś niesłychanie rzadkim wydają się być medialne komety. &lt;br /&gt;Ale zanim do nich dojdziemy, może postarajmy się sklecić naprędce inne elementy tej pop-astronomicznej układanki. Gwiazdy - wiadomo, świecą mocno, długo i są odległe. Tym samym stanowią całkowite przeciwieństwo meteorytów, czyli klasycznych celebrytów, które świecą krótko (a jak ktoś ma szczęście, to taka bryłka spaść mu może pod nogi nawet na imprezie w remizie). &lt;br /&gt;Są też planety, czyli ciała może mało świecące, ale za to stale obecne. Może nie lądują na pierwszych stronach magazynów, ale każdy wie, że istnieją. &lt;br /&gt;Ciekawszy przykład to medialne kratery. Czyli rezultaty gwałtownych eksplozji wielkich meteorytów. Taki krater to na przykład Kapitan Kloss. Kiedyś tam spadł i więcej już z Bogu ducha winnego Mikulskiego wykrzesać się nie dało. W pamięci pozostanie jako aktor jednej roli, której niegdysiejszy blask zamienił się w dym nad pogorzeliskiem.&lt;br /&gt;Są w końcu czarne dziury, ciała, z którymi interakcja grozi wpadnięciu do środka i totalną anihilacją. W astronomii czarną dziurą ma szansę stać się tylko odpowienio masywna gwiazda. Medialną czarną dziurą staje się na naszych oczach Kazimierz Marcinkiewicz. Kiedyś była to gwiazda jak ta lala. Od czasu kiedy inna lala znalazła się u jego boku, zapadł się pod ciężarem swej sławy i rozpoznawalności, otrzymał łatkę faceta z kryzysem wieku średniego, a jego Nemezis, tfu, Isabel, stała się synonimem siary i żenady. Skutek? Każdy, jak z otoczenia czarnej dziury, stara się zwiać ile sił w nogach. Inaczej do końca może być kojarzony z Kaziem, Izą i niepoważną telenowelą. Z jakiej on był partii? PiS? PO? Ja już nie pamiętam a i nikt się do niego nie przyznaje. Każdy stamtąd zwiewa zanim zła sława go wessie i pogrzebie szansę na reelekcję na amen.&lt;br /&gt;Mamy w końcu komety. Kometa to kawał brudnego lodu, który lata sobie tam i z powrotem, wracając co ileś tam dekad i przykuwając uwagę ludzkości. Trudno mi sobie takie komety przypomnieć. Celebryci, którzy jaśnieli kilkanaście lat temu i teraz przeżywają równie intensywny comeback... Mamy może próby reanimacji jakichś projektów, ale po krótkim czasie zwykle okazują się one kolejnym nieudanym podskokiem po upadku meteorytu, ewentualnie skazanym na przegraną zapalaniem dawnej gwiazdy. Queen z nowym Freddiem? Reaktywacja Take That? Bee Gees? Już chyba bardziej KombII. Czy Kono będzie kometą?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-3707272820659702507?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/3707272820659702507/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=3707272820659702507' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3707272820659702507'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3707272820659702507'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/03/kono-elkam-tu.html' title='Kono łelkam tu'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-3240892940104351071</id><published>2009-03-15T00:17:00.000-07:00</published><updated>2009-03-15T00:58:27.063-07:00</updated><title type='text'>Małpa z ADHD</title><content type='html'>Skoro już ciągniemy wątek ostatnich produkcji filmowych, nie mogę nie napisać o "Happy go lucky". Żeby było jasne, film nie jest zły. Nawet aktorstwo nie jest złe. Złe są recenzje na jego temat. A są złe, bo są dobre. Tzn. nie dlatego, że zachwalają warsztat. Dlatego, że zachwycają się historią, bohaterką i klimatem. Przybliżmy nieco materię. Film opowiada o perypetiach etatowej idiotki. Jest ona już grubo po trzydziestce, nie ma faceta (przytyk to nie jest, ale miejmy z tyłu głowy krzywą dzwonową i świadomość, że jest to mimo wszystko jednostka niestatystyczna, na ewolucyjnym rynku matrymonialnym jednak częściej niż rzadziej wysyłająca sygnał: coś ze mną nie tak!), poza tym ubiera się, je, porusza po mieście, mówi itp. na chybił-trafił, jest totalną fleją z bałaganem nie tylko w pokoju, ale i w życiu, otacza się za to armią maskotek i innych person jej pokroju, jest totalnie zdziecinniała, nie rozumie po ludzku, z jej ust w świat biegną same truizmy, wnerwiające pseudo-inteligenckie wynurzenia o świecie i ludziach (a także wynurzenia pseudo-feministyczne, o facetach tym razem) z każdej strony okraszane rżeniem mającym przypominać ludzki śmiech, no, jednym słowem kretynka z ADHD. Trzeba to zobaczyć żeby zrozumieć. Jestem pewien, że przez takich jak ona planeta Ziemia wciąż nie jest i jeszcze długo nie będzie członkiem Wspólnoty Intergalaktycznej. &lt;br /&gt;...Otóż ukazane są perypetie tej pani. Kretynka z ADHD robi prawko. Kretynka z ADHD poznaje faceta. Kretynka z ADHD urządza pidżama party. Kretynka z ADHD zwycięża. A jak zwycięża? A w taki sposób, że poznanego faceta udaje jej się jakimś cudem zatrzymać, że doprowadza do załamania nerwowego instruktora od prawka, że jeszcze jakimś cudem rozkochuje go w sobie (mamy już dwóch smutnych ludzi lecących na tę pokrakę!) i przy okazji wydobyć na światło dzienne wszystkie jego lęki, że ujawnia sprawę bitego chłopca - jej podopiecznego w szkole (dacie wiarę że kretynka z ADHD dostała robotę w edukacji, mało tego, okazuje się współczesną wersją Korczaka! Paradne!), no w ogóle jest istotą ze wszech miar godną naśladowania, bo jest wspaniałą optymistką i znawczynią dusz ludzkich. Brednie. Jest tylko kretynką z ADHD, nieprzeciętnie wulgarną na dodatek. Reprezentuje to wszystko, co na myśli ma taki Barber, Rifkin, Riesman, Postman, czy Sartori pisząc o ogólnym idioceniu, samotnych, bezmyślnych i zewnątrzsterownych tłumach itd. Jest znakiem czasu. Tak. A wiecie dlaczego? Bo recenzje - jak wspomniałem - oglądaczy są pozytywne. Ten chodzący, klekocząco-rżący jarmark z sianem pod kopułą chwalony jest za pogodę ducha, za prostotę, "odrobinę" dziecka... Rozczulające to, pogodne, wzruszające... Tak warto żyć! Dobra, bo się denerwuję.&lt;br /&gt;Powiem tak.&lt;br /&gt;Ten film ochrzczono mianem "komedii romantycznej" (choć moim zdaniem jest to bardziej kino moralnego niepokoju), a bohaterkę mianem "kolejnej Amelii". Choć "Amelia" nie należy do moich ulubionych filmów, będę jej bronić. Bo nie można zrównywać prostactwa z prostotą, nie można stawiać znaku równości pomiędzy głupotą a prostolinijnością, bo nie można zrównywać chamstwa ze szczerością i bezpośredniością, niedorozwoju z "odrobiną dziecka", ADHD z optymizmem, burdelu z twórczym nieładem, wulgarności ze stanowczością. Nie wolno! K...!!!&lt;br /&gt;Ale ogólnie film jest ciekawy, nawet niezłe aktorstwo (i niezłe poświęcenie, bo po takiej roli to chyba trzeba się leczyć). Żałowałem że się skończył. Ale tylko z jednego powodu. Że tej małpy nie trafił meteoryt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-3240892940104351071?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/3240892940104351071/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=3240892940104351071' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3240892940104351071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3240892940104351071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/03/mapa-z-adhd.html' title='Małpa z ADHD'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-6193173615504480328</id><published>2009-03-12T10:00:00.001-07:00</published><updated>2009-03-12T10:31:03.557-07:00</updated><title type='text'>Szympansia popkultura</title><content type='html'>Piotr Siuda niedawno &lt;a href="http://popularny.blogspot.com/2009/03/jak-uchwycic-te-popkulture.html"&gt;podchwycił&lt;/a&gt; moje wynurzenia na temat popkultury, które znaleźć możecie poniżej. A więc czymże ta popkultura jest? - że mi wolno będzie to pytanie powtórzyć. Otóż - niestety nie zmieniam zdania - jest wszystkim tylko nie kulturą. Jest to po prostu produkt, co najwyżej aspirujący do miana elementu kultury, tak jak elementem kultury jest widelec, płyta gramofonowa czy kamienna kolumna. Dopiero odpowiedni namysł nad nimi sprawia, że kultura staje się możliwa i odpalają się różne piękne procesy, które socjologia i antropologia z namaszczeniem bada. Tyle, że popkultura do takiego namysłu ani myśli nas zachęcać, bo nie leży to w jej interesie. &lt;br /&gt;Niedawno na zajęciach z moimi studentami zastanawialiśmy się nad "kulturami" szympansimi. Dumaliśmy nad ich sposobami rozwalania kopców termitów, grzebania tu i tam patykami (proto-narzędzia!) i innymi ciekawostkami, które na pozór świadczą o zdolnościach kulturotwórczych. Ale czy na pewno? Problem z przyznaniem małpom statusu twórców kultury polega na tym, że ich "kultura" absolutnie NIE JEST PODZIELANA. Nie jest wytworem stricte społecznym. Każda strategia zachowania jest wynajdywana od początku przez każdego szympansa z osobna. Mówiąc prościej, nie ma sytuacji, że małpa bierze jedną, prowadzi i "mówi": teraz rozwalę ten kopiec a ty się przypatrz i się naucz. Nie. Każda robi to od nowa. A że całe stado sobie to tak "indywidualistycznie" przyswaja to jeszcze nie powód, żeby entuzjaści szympansich kultur mieli rzeczowy argument, bo najpewniej nie mają. To po prostu grupowa samo-tresura i tyle. Gdybyśmy mieli do czynienia z kulturą, małpa nie musiałaby uczyć się sama, tylko nauczyłyby ją inne małpy. Koronnym dowodem w tym sporze wydaje się fakt, że kultury małp nie ewoluują. Inaczej: NIE MA TRADYCJI ROZPIEPRZANIA KOPCÓW. Nie ma, że kiedyś to rozwalało się je łapą, potem nogą, a teraz jeszcze inaczej, mianowicie z bańki. &lt;br /&gt;I tak sobie myślę, wracając do rozważań moich i Piotrka, ze z popkulturą w sumie, cholera, jest podobnie. Czy można mówić o tradycji popkultury? Mam wrażenie, że zjawisko to po prostu nie ewoluuje, nie zmienia się. Są pewne mody, jednak są one chwilowe, rozprzestrzeniają się błyskawicznie, ale równie szybko nikną. Czy są trendy, które przenikają, definiują popkulturę? Czy są prądy intelektualne, które uczą nas ją interpretować? Nie. Gdybyśmy chcieli pojechać Heglem, można by powiedzieć, że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;popkultura nigdy nie będzie sama siebie myśleć&lt;/span&gt;. Oj wiem, że ciężko to zabrzmiało. Popkultura to po prostu produkt. Owszem, zawiera całą masę znaczeń - i pozornie zbliża ją to do pojęcia kultury. Ale to mało. Nie możemy stworzyć popkulturowej tradycji, albowiem nie jest ona własnością wspólną, nie określa ram życia jakiejść grupy, choćby wirtualnej. Każdy z nas odkrywa popkulturę sam, samotnie w niej uczestniczy, przeżuwa, wypluwa, zapomina, a potem zabiera się za jakiś nowy gadżet, film, grę czy co innego. Co najwyżej - może stać się glebą, na której zjawiska kulturowe wyrosną, ale sama w sobie kultury nie stanowi. Możemy być zamknięci na cztery spusty w mieszkaniu, możemy zabarykadować się w domku na drzewie, zadekować się na jachcie na środku Oceanu Indyjskiego albo wylądować na bezludnej wyspie. Nieważne. Być totalnie sami. Jeśli jednak dostaniemy komputer, stałe łącze, telewizor i odtwarzacz DVD - będziemy pełnoprawnymi członkami popkultury, choćbyśmy do końca życia życia nie spotkali drugiego człowieka ani nie wypowiedzieli choćby jednego słowa. To jest kultura?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-6193173615504480328?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/6193173615504480328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=6193173615504480328' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6193173615504480328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6193173615504480328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/03/szympansia-popkultura.html' title='Szympansia popkultura'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-2575477250733474800</id><published>2009-03-08T04:11:00.001-07:00</published><updated>2009-03-08T04:13:57.894-07:00</updated><title type='text'>Zespół Marcinkiewicza</title><content type='html'>Tu nie ma winnych. Medialna burza wokół Marcinkiewicza wcale nie musiała być podsycana. Ona zrobiła się sama. Bo tacy są ludzie i takie są media. &lt;br /&gt;Ten facet miał po prostu pecha: był i jest osobą publiczną. To wszystko. Śledząc tę nawałnicę doniesień, która rozpętała się zarówno w szanowanych mediach jak i siódmo-ligowych szmatławcach trudno się nie zastanawiać co tak naprawdę stało się jej powodem. Pośród rzesz komentatorów wyraźnie zaznaczyły się dwa obozy. Pierwszy z nich to oburzeni moralizatorzy, względnie zniesmaczeni złośliwcy. Wrzucić ich do jednego wora można bez mrugnięcia okiem z tego względu, ze ich reakcje są identyczne – krytyka postawy Marcinkiewicza (ojciec, mąż, ba, premier! Jak to tak?!) i wieszanie psów na wybrance jego serca. Drugi obszar to nieco stonowana – i zdecydowanie mniejsza – grupa, która widzi w nim ofiarę ciekawości mediów. Do owej grupy zalicza się rzecz jasna rzeczony eks-polityk wraz z narzeczoną. Obie grupy się mylą, prawda nie leży nawet pośrodku. Stało się tak, jak się stało, bo inaczej być nie mogło. Kazimierz i Iza nie schodzą z pierwszych stron tabloidów i portali bo nie było innego wyjścia. Takie mamy czasy i tacy są ludzie. To dwa czynniki o zupełnie różnej naturze, które, kiedy już wezmą się za bary – dają efekty w postaci podobnym kuriozów. Marcinkiewicz to mimowolna ofiara tych mechanizmów, przemożnych trybów, które jego historię wessały i przemieliły jak bezwolne mięso armatnie. Media i ludzka natura to przyczyny tego bałaganu. Zacznijmy od tej drugiej.&lt;br /&gt;Czym jest zespół Marcinkiewicza?&lt;br /&gt;Nie, to nie sztab piarowców, doradców czy innych podwładnych. To raczej propozycja nazwy dla zjawiska medialnego. Patrząc na przypadek Marcinkiewicza można rzec – nie on pierwszy, nie on ostatni. Mało to jest podstarzałych tatusiów, którzy w pewnej chwili zamieniają wygodne papucie na szpiczaste lakierki, wysłużoną fajeczkę na długaśne cygaro i idą w miasto, niesieni powiewem drugiej młodości. Ot, poczuł zew. Czy można mu się dziwić? Spójrzmy na jego przypadek okiem faceta, normalnego gościa, który ma jakieś zdanie na swój temat, który ma niezbędną odrobinę męskiej dumy, który czasem lubi się wyluzować z kumplami przy piwku, nie lubi natomiast jak go się wciąż wpycha do szeregu. &lt;br /&gt;Wybierają cię na premiera. Cieszysz się, takie coś daje kopa. Głowę daję, że wzrasta od tego poziom testosteronu, na pierś sypią się dodatkowe kłaczki, wzrok się wyostrza a ramiona odruchowo wędrują do tyłu. A tu klops. Zamiast tego dowiadujesz się, że będziesz figurantem a za twoim stołem na stałe wkomponuje się niejawny polityczny zwierzchnik, szef twojej partii. Nie porządzisz. Media to zasugerują a miliony Polaków, choć zachwycą się gładką mową i przyjemną aparycją i tak pewnie pomyślą, że jesteś bez jaj. Nie będzie ci z tym miło. Starasz się zatem przyjąć pozę zwycięzcy i każdy sukces medialnie roztrąbisz. Jeżeli da się przy tym zmontować image luzaka – tym lepiej. Tymczasem efekt takich zabiegów jest mizerniutki – sławetne „yes, yes, yes” media i ludzie odbierają jako przykład najmniej spontanicznej reakcji w historii telewizji. Klapa. Harujesz zatem na swój wizerunek dzień i noc, otwierasz szkoły, grasz w piłkę, uśmiech nie schodzi ci z twarzy… Wszystko na nic. Zwierzchnik zza twego fotela decyduje się ciebie odsunąć do kąta i wziąć sprawy w swojej ręce. Cóż zdarza się. Ale czemu media robią aferę wokół potencjalnej fuchy dla ciebie? Nagle jesteś najsłynniejszym bezrobotnym w kraju, nawet w NBP ciebie nie chcą. Świat się śmieje. Znowu nie wyszło. A do tego doładuj sobie prawdopodobny kryzys wieku średniego. Jak to piszą w poradnikach – odczuwasz pustkę w życiu, powoli przekwitasz, no po prostu świat sprzysiągł się przeciwko tobie. Żaden facet tego nie lubi, prawda? Na domiar złego wciąż jesteś osobą publiczną i jeśli da się z tego zrobić widowicho – tym lepiej dla wszystkich, tylko nie dla ciebie. Zostałeś przeżuty, wyssany i wypluty przez politykę i media, a jak trzeba to zrobią to z tobą ponownie. Jesteś ofiarą zespołu Marcinkiewicza, nawet z Lepperem nie było tak słabo. &lt;br /&gt;Pora na kontratak?&lt;br /&gt;Cholera, trzeba sobie udowodnić, że nie jest jeszcze tak źle. Masz swoją dumę. Z pomocą… przychodzi matka natura. W końcu jesteś samcem, powinieneś zdobywać, usidlać, podbijać. Byłeś przecież premierem! Ostały się gdzieś jeszcze drobiny tej magii, tych nadwyżek testosteronu. Trzeba to wykorzystać… &lt;br /&gt;Jaki jest dalszy ciąg historii – wszyscy wiemy. To naturalne. Zaświadczy o tym każdy antropolog do spółki z prymatologami i psychologami ewolucyjnymi. Męski samiec to umiarkowany poligamista. A to konotuje cały zestaw cech. Nie tylko oglądasz się za innymi kobietami zawsze i wszędzie, nie tylko masz ochotę na seks z niektórymi z nich, ale także jesteś naturalnie przystosowany do tego, by piąć się w górę w hierarchii (im wyżej, tym potencjalnie większa możliwość dostępu do samic). Jesteś naturalnym wojownikiem. Uwielbiasz być podziwiany. To z tego właśnie powodu u boku mężczyzn cieszących się pewnym stanowiskiem pojawiają się nieustannie kobiety, dla których ten jawi się jako potencjalny kandydat na ojca – majętny i stanowczy. Czy jest coś bardziej męskiego? Zaimponować całemu światu po całym tym spektaklu, którego Marcinkiewicz stał się najzwyklejszą ofiarą? Czy pokusa zrobienia wokół siebie małego szumu i odgryzienia się na otoczeniu doprawdy jest tak zdumiewająca? Moim zdaniem to ludzkie. Faceci tak funkcjonują. &lt;br /&gt;Działania wokół całej tej sprawy ująć można właśnie z takiej perspektywy – romans eks-premiera to nie tylko efekt miłosnych uniesień, ale również wyjątkowo silnych ambicji, których nie brak normalnemu mężczyźnie. Marcinkiewicz prezentując światu swoją wybrankę mówi nie tylko: jestem zakochany! Mówi również: nie jest ze mną tak źle! I trudno go za to winić. Samcom alfa przytrafiają się takie rzeczy – u lwów imponuje się grzywą, u goryli srebrzystą sierścią tu i tam, samiec rodzaju ludzkiego imponuje partnerką. Ludzie tak rozumują.  &lt;br /&gt;Media odpuścić po prostu nie mogły&lt;br /&gt;Ale jest jeszcze jeden czynnik – coś, z czego utkane jest dzisiejsze społeczeństwo. Tryby natury ludzkiej nie obracają się w próżni. Mechanizm ten pracuje w określonych warunkach. Smarem społeczeństwa w dzisiejszych czasach jest informacja. To głównie na niej się „jedzie”. Smar ten ma jednak swoje prawa. Niestety, media dawno już nie funkcjonują w sposób logiczny, czy szacowny. Kilka(naście) dziesięcioleci temu zostały wprzęgnięte w jeszcze większy mechanizm – rynek. Media muszą przynieść korzyść, od tego czasu logika i sentymenty udały się na wygnanie. Media interesują się wszystkim, co może przynieść zysk. Interesowały się premierem, interesują się zatem również eks-premierem – bo ludzie, czy też  – jak rzekł mawiać jeden z ideologów IV RP – ciemny lud to kupi. Odpuszczać więc nie ma powodów.&lt;br /&gt;W dzisiejszych czasach nie ma już większego sensu oburzanie się na media. Media to nie twór obdarzony umysłem. Media to mechanizm rynkowy. Logika tam obowiązująca jest jedna – trzeba przeżyć, jak w przyrodzie. A przyroda tak jak rynek – nie jest sferą etyki. Kazimierz Marcinkiewicz zakochał się i wpakował w romans bo tacy są mężczyźni, zwłaszcza w tym wieku. Media to nagłośniły, bo na tym polega ich działanie. Na szukanie winnych doprawdy jest już za późno.  &lt;br /&gt;Kilka ale.&lt;br /&gt;Nie znaczy to jednak, że nie można było próbować przeciwdziałać całej tej katastrofie. Jest kilka sposobów. Po pierwsze: Marcinkiewicz wykazał się niebywałą amnezją od chwili, gdy przestał być premierem. Dopóki nim był wydawał się mieć wszystkie zasady PR-u w małym paluszku lewej stopy. Wizerunek, marka, body language i inne tego typu terminy stały się nieodłącznym elementem rozważań o polityce w Polsce. Rzeczony doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia tych czynników. W istocie – jesteś tym, czym jesteś w telewizji. Kiedy przyszedł czas rozstania z teką, nauka ta poszła – nie wiedzieć czemu – w las. Marcinkiewicz najzwyczajniej zapomniał o potrzebie podtrzymywania określonego wizerunku, porzucił cały swój oręż i zaczął szarżować samopas. Odsłonił się jak Rejtan, a media rzuciły się na niego bez pardonu. Tak między nami facetami, nikt nie broni romansu, ale do cholery trzeba pamiętać, że tym romansem będą żyły nagłówki gazet i portali! To musi jakoś wyglądać.&lt;br /&gt;Po drugie… ale na te rozważania też już za późno, przynajmniej dla Kazimierza. Ale może być to porada dla tych, którzy jego lata mają jeszcze przed sobą. Moja kobieta powtarza, że jak dociągnie ze mną do 50-ki zafunduje mi Porsche. No i ma rację, a ja trzymam ją za słowo. Jest tyle sposobów podtrzymania podwiędłej już nieco męskości! Romans to naprawdę nie jedyne wyjście. &lt;br /&gt;Po trzecie… jak to śpiewał Markowski – trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Zawsze można się wycofać kiedy jest na to czas. Marcinkiewicz tego nie chciał. Podtrzymywał flirt z Platformą, były rozmowy o kandydaturze na europosła… Pozostał osobą publiczną, choć nie musiał, a skoro jesteś osobą publiczną – przyzwyczaj się do myśli, że nawet we własnym łóżku możesz pewnego ranka obudzić się z paparazzim. Nie żartuję. &lt;br /&gt;Lepiej spakować manatki&lt;br /&gt;To co się stało, stać się musiało, ale nie potwierdza to ani racji krnąbrnych obrońców moralności, ani krytyków mediów. Że Marcinkiewicz ma drugą młodość dziwić nie powinno, bo tacy są ludzie. Że media rozszarpały go na kawałki też nie dziwota, bo takie są i będą media. Marcinkiewicz błędy popełnił zawczasu – nie odrobił lekcji z piaru, nie wycofał się z życia politycznego, po trzecie zdecydował, że w kryzysie (nie tyle ekonomicznym, co wieku średniego) Porsche to jednak nie to… &lt;br /&gt;A po czwarte… Marcinkiewicz wciąż rozmawia z mediami. Apeluje, prosi, poucza… Media to nie partner do rozmowy. To nawet nie milczący słuchacz. To – jak wcześniej wspomniałem – rynkowy gracz. Z takimi się nie dyskutuje tak jak gazela nie dyskutuje z gepardem. Jeżeli media nam zawadzają to miast pisać na blogu łzawe apele pakujmy się na antypody i zaszyjmy w jakimś azylu o jakim tabloidy nie słyszały. Ewentualnie wytoczmy proces jak już takie hieny się zbliżą. I tyle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-2575477250733474800?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/2575477250733474800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=2575477250733474800' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/2575477250733474800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/2575477250733474800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/03/zespo-marcinkiewicza_08.html' title='Zespół Marcinkiewicza'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-1357040786541388027</id><published>2009-02-18T10:27:00.000-08:00</published><updated>2009-02-18T10:46:15.176-08:00</updated><title type='text'>Prawie jak Forrest Gump</title><content type='html'>Wnioski na gorąco po obejrzeniu efektu tytanicznej pracy uhonorowanej bodaj 12 nominacjami do Oskara. Już trailer uczynił mnie wątpiącym. Ale dałem szansę. No i się przejechałem. &lt;br /&gt;Obejrzałem ostatnio obraz przedziwnej urody, czyli obsypany nominacjami „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Uff. Co poniektórzy mogli wysłuchać już moich utyskiwań nad brakiem wyraźnego sensu tegoż dzieła. No bo o czym niby ono jest? O przemijaniu? O śmierci? O ludziach? Proooooooszę was. Ten film jest niczym więcej jak miałką, półzdechłą historyjką o takim sobie życiu jakiegoś faceta, który tym tylko różni się od innych, że młodnieje. Powiedzą niektórzy, że historia ta przypomina nieco Forresta Gumpa. Tu i tu mamy gościa z jakimś defektem, tu i tu mamy jakąś tam drogę, jakąś historię ciągnącą się przez całe życie… Tylko że Forrest Gump faktycznie uczył nas czegoś, patrząc na świat jego oczami i myśląc bełkotliwymi zdaniami jego autorstwa, rzeczywiście mogliśmy czegoś ciekawego o tym świecie i ludziach się dowiedzieć. I to jest wartość dodana. A czegóż takiego uczy nas Benjamin Button? Otóż mówi nam – nie przesadzam – pod koniec filmu, że jedni skaczą, inni tańczą, jeszcze inni jeżdżą czy grają na pianinie… I że trzeba z tym żyć bo taki jest świat.&lt;br /&gt;O nieba!&lt;br /&gt;Prorocze słowa!&lt;br /&gt;Prawd takich warto słuchać zawsze i wszędzie... I bulić za nie niewypowiedziane sumy wpisane w budżet tego wiekopomnego dzieła. W filmie tym roi się od masy pomysłów, które nijak do siebie nie przystają. Po pierwsze: po co w ogóle stawiać na postać faceta, który miast starzeć, młodnieje? Z faktu tego nie wynika absolutnie nic. Nic poza kilkoma zdziwieniami postronnych w stylu: 'ojej, masz 7 lat?'. 'O rany, stary, nigdy nie byłeś z kobietą?!'. W pierwszym przypadku Buton przytakuje. W drugim idzie do burdelu. I problem znika. Pytam się grzecznie: co z tego? Jakaż prawda jest tam ukryta? Jego przypadłość poza przewidywalnym: Benjaminie, jak ty młodo wyglądasz! – nie jest źródłem żadnych nadzwyczajnych przemyśleń. Skoro może pracować, zaciągnąć się na łajbę, zaspokoić prostytutkę… Ot, żyje jak każdy z nas. A że młodnieje? Co z tego. Po drugie: mamy w tym filmie ogromny bałagan. Przykład pierwszy z brzegu: o co chodzi z cofającym czas zegarem? Poza tym, że chodzi do tyłu nie ma żadnego związku z historią Buttona. Nie jestem nawet pewien, czy Benjamin o tym zegarze cokolwiek wiedział. Powstał on w zupełnie innym celu i wydaje się początkiem zupełnie innej historii. A zatem? Po co ten zegar tam wkomponowano?! Po trzecie, roi się w filmie od półinteligenckich-półfilozoficznych tez i pseudo-zadumy nad światem. Spotykamy się na przykład z wyliczanką przypadkowych przyczyn prowadzących do wypadku w wyniku którego Daisy łamie nogę. Temat związków przyczynowo-skutkowych jest ledwo liźnięty, z egzystencjalnego klimatu widz zostaje wyrwany po… parunastu sekundach. I koniec, nowa scena, nowy wątek. Co to jest? Kazualizm w pigułce? 'Krótka historia czasu' dla ubogich? Naprawdę, warto zostawić takie wątki takim filmom jak 'Przypadek' czy 'Przypadkowa dziewczyna' a nie tak na łapu-capu i zostawić z nie wiadomo czym i z nie wiadomo jakim wnioskiem. Po trzecie, aktorstwo jest… liche. Brad kolejny raz udowodnił, że świetnie opanował jedną, góra dwie miny, a genialna – mówię bez cienia ironii – Blanchet z pewnością nie będzie wspominać tego epizodu jako roli życia. Postaci są wyprane z emocji, co z tego, że bohaterowi umiera matka, że odnajduje się ojciec. Benjamin Pitt wydaje się zaledwie wzruszać ramionami. Może zwapniałe stawy nie pozwalają na więcej, nie wiem. Film kończy się niedorzecznie – stara Blanche kołysze umierającego ze starości niemowlaka, który był jej kochankiem. Jakie to prawdziwe... Jak z życie wzięte.&lt;br /&gt;Aha, konia z rzędem temu, kto wyjawi mi tajemnicę nadciągającego huraganu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Dygresja na sam koniec: jakiś czas temu lubowałem się w małych prowokacjach. Pisałem do "Wysokich obcasów", Grażynki Dobroń w Trójce, tworzyłem różne debilne historie a ichniejsi psychoterapeuci brali to na warsztat i roztkliwiali się nad moimi dolami i niedolami na łamach pisemek, tudzież na antenach. Gdybym miał te kilkadziesiąt milionów dolarów zrobiłbym ani chybi coś większego niż parę nieporadnych maili, nakręciłbym taki właśnie film a potem powiedział: ludzie, to zwykła prowokacja! Tak dla jaj! I do teraz nie opuszcza mnie nadzieja, że reżyser np. odbierając Oskara powie to samo. "Założyłem się z kumplem że to nakręcę, a wyście ten szajs wzięli na poważnie")&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-1357040786541388027?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/1357040786541388027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=1357040786541388027' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/1357040786541388027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/1357040786541388027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/02/prawie-jak-forrest-gump.html' title='Prawie jak Forrest Gump'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-6718740126027141182</id><published>2009-02-12T12:40:00.000-08:00</published><updated>2009-02-12T12:57:19.876-08:00</updated><title type='text'>"Na co to idzie?"</title><content type='html'>- jak ujął to niegdyś niedościgniony komentator wszelakich procesów ogólno-modernizacyjnych, Kaziuk Bartoszko (tak, ten z "Konopielki" Edwarda Redlińskiego". A więc, powtórzmy, na co to idzie?... Oglądałem niedawno Tomasza Lisa Na Żywo w starciu z Jarosławem Kaczyńskim. Lis w starciu z Kaczorem poległ. Na co to idzie? Jeden z najlepszych dziennikarzy przyszedł do studia kompletnie nie przygotowany, ze stosem demagogicznych chwytów pod pachą, co ja gadam, żeby choć ze stosem! Wyjął na wierzch zarzuty tak słabiutkie, wrócił do ZOMO, co stało tam, gdzie ten i ów pamięta, a wraz z nim do całego tego tałatajstwa, co to już dawno za nami (a w dobie hiperplastycznej rzeczywistości medialnej nie dość że dawno, to jeszcze pewnie nieprawda). &lt;br /&gt;Nudne to było. I na maksa przewidywalne. Ale to naprawdę na maksa. Z jednym zastrzeżeniem. Jarek zrobił wrażenie bardzo spokojnego, kompetentnego, wyważonego i przede wszystkim - ponad tym wszystkim. Zostawił Lisa gdzieś tam w krzakach na dole, opanował świetny body-language i nie dał się wyprowadzić ani na chwilę z równowagi. Spójny. Naprawdę wyglądał, jakby wierzył w to co mówił. Czy miał w tym wszystkim rację - nie będę się wypowiadał, bo to nie miejsce po temu. Chodzi o nędzę, jaką przedstawił dziennikarz. Nastawiony na zupełnie niemerytoryczne mordobicie, do jakiego zdążył już swych widzów przyzwyczaić prawdopodobnie trochę się zdziwił obrotem spraw. A i ja - przyznam - byłem zaskoczony poziomem rozmowy 1:1. Nie zagłębiam się zbytnio w politykę i nie zamierzam. Ale widząc, co z dyskursem okołopolitycznym robią dziennikarze, nie chce mi się już totalnie. Gdzie ten Lis, co to go pamiętam z naprawdę dobrej, książkowej również, publicystyki? Smutne to. Na co to idzie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-6718740126027141182?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/6718740126027141182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=6718740126027141182' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6718740126027141182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6718740126027141182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/02/na-co-to-idzie.html' title='&quot;Na co to idzie?&quot;'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-6382458142761682604</id><published>2009-01-26T14:00:00.000-08:00</published><updated>2009-01-27T02:38:53.663-08:00</updated><title type='text'>Pusty śmiech</title><content type='html'>Że Rymanowski dostał "Dziennikarza Roku" - wiadomo. Że &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75515,6079642,Niedziennikarz_roku.html"&gt;Pacewicz uczynił zeń roku niedziennikarza&lt;/a&gt; - też wiadomo. Może to mało "si", ale popieram Pacewicza. Z wielu powodów, z których jeden jest podtytułem owego bloga. Nie będę wchodził w szczegóły, dzisiejszy post będzie krótki. Śmieszą mnie odpowiedzi kierownictwa TVN, w których odwołują się co poniektórzy do szeroko rozumianego "poszanowania dla widza". Widzowie lubią nasze programy. Widzowie doceniają Rymanowskiego. Widzowie to, tamto. A skoro widzowie to tamto, to Rymanowski dziennikarzem roku jest i basta. Mój boże, od kiedy to większość ma rację? Ok, nie wchodzimy w szczegóły. Powiem jedynie, że sam Bogdan Rymanowski też pod tym względem rozbawił mnie setnie, a to za sprawą &lt;a href="http://www.press.pl/press/spistresci.php?strona=24"&gt;wywiadu w Pressie&lt;/a&gt; (mało nie utonąłem we własnej wannie, choć w tym miejscu brawa dla redaktorki, która zadawała mu pytania takie, które sam chętnie bym mu zadał). Ów odpowiadając na zarzuty, że zaprasza gości-pajaców ostrzeliwujących się na przemian inwektywami, chamusiów i szczekaczy, ot, dla zwykłego widowicha, wypalił ripostą (chyba oprawię to w ramki):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gdyby moja praca polegała na tym, że zapraszam dwóch pajaców i oni robią mi cały program, to przeciętnego widza musielibyśmy uznać za idiotę."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[śmiech z taśmy] Panie Bogdanie, jak by to Panu powiedzieć, żeby i Pana, i - przede wszystkim - przeciętnego polskiego szarego przeżuwacza reklam i reszty tele-papki nie urazić...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-6382458142761682604?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/6382458142761682604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=6382458142761682604' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6382458142761682604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6382458142761682604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/01/pusty-miech.html' title='Pusty śmiech'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-933116193465874621</id><published>2009-01-19T04:45:00.001-08:00</published><updated>2009-01-19T05:12:33.065-08:00</updated><title type='text'>Skończyła się pewna epoka. Znowu</title><content type='html'>No i stało się.&lt;br /&gt;Pamiętam ten dzień, kiedy to pomny pierwszych edycji Big Brothera wynosiłem pod niebiosa takich tytanów intelektu jak Gulczas czy Klaudiusz grill-kuchta, ba! Frytka czy Ken! Rzeczywiście z każdą edycją było coraz gorzej i nikomu nie trzeba o tym oczywistym fakcie przypominać. Pamiętamy, jak to całe, że tak powiem "Towarzystwo", a zatem wszelakiej maści autorytety, filozofowie, etycy, komentatorzy i eksperci wylewało wiadrami pomyje na te kloacze eksperymenty jakimi jawiły się wówczas dywagacje Dzięciołów i jemy dusz pokrewnych przed kamerami o tym i o owym. O, ludzie małej wiary! Jakimi bowiem rarytasami jawią nam się bowiem te tele-przysmaki wobec odpadów, które pojawiają się dziś! Pamiętam, jak rzekłem, jak to zastanawiałem się, kto przebije poziomem głupoty Frytkę. Przebito ją z okładem - mieliśmy bowiem Dodę. Kto dołował jeszcze bardziej - co już było wyczynem graniczącym z ekstremum i grożącym śmiercią lub trwałym kalectwem? Oczywiście Jola Rutowicz. To już dno - myślałem. Niżej nie można. O, człowieku małej wiary. Można.&lt;br /&gt;Panna czerń-wpadająca-w róż została znokautowana. Każdym pojedynczym parametrem. Z brzydotą na czele. Oto - jak ją już okrzyknięto - polska Grace Jones, co dla biednej Grace jest niewątpliwym policzkiem przez całe ucho, aż huczy. Panna bóg-raczy-wiedzieć-skąd zdążyła już przyćmić blask fleszy swą kasztanową opalenizną (choć właściwsze określenie to solar-skorupa) i to taką, przy której Kasia Skrzynecka przypomina albinosa. Na twarzy ma toto wszystkie kolory tęczy, tęcza ta zresztą przysłonięta jest miejscami blond-grzywą na skos. Gdyby ktoś miał wątpliwości czy przypadkiem nie patrzy na dostawczaka po kolizji z murem berlińskim - maszkara ta jest wydepilowana w miejscach gdzie normalnym ludziom słońce i fotoreporterzy rzadko zaglądają (jej wręcz przeciwnie). Podobno śpiewa. &lt;br /&gt;Szukajcie a znajdziecie&lt;br /&gt;Panie i panowie, Iza 3D.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-933116193465874621?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/933116193465874621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=933116193465874621' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/933116193465874621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/933116193465874621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/01/no-i-stao-si.html' title='Skończyła się pewna epoka. Znowu'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-5652910596346415469</id><published>2009-01-17T08:36:00.001-08:00</published><updated>2009-01-21T01:25:01.917-08:00</updated><title type='text'>Memy i inne rewelacje</title><content type='html'>Poprosił mnie niedawno mój &lt;a href="http://www.piotrsiuda.pl/"&gt;kolega zakładowy&lt;/a&gt; o parę słów na temat memów, czyli (w sumie nie wiadomo do końca, ale możliwe że) żyjątek, z których składa się nasza  - i nie tylko nasza - kultura. Szumnie przedstawił mnie na &lt;a href="http://popularny.blogspot.com/2009/01/tomasz-kozowski-o-memetyce-i.html"&gt;swoim blogu&lt;/a&gt; jako niekwestionowany autorytet na skalę ogólnopolską w tej właśnie materii. Niech i tak będzie. Po prawdzie to może i zajmowałem się tym niegdyś, a o maczaniu w tym paluchów wspominałem zresztą i tutaj, jednakże zarzuciłem nieco ten zbiór hipotez. Specjalnie używam tutaj tego określenia, albowiem trudno memetykę uznać za teorię. Moim zdaniem jest to sprawa nieweryfikowalna zupełnie, a skoro tak...&lt;br /&gt;W każdym razie być może znajdzie się ktoś zainteresowany tematem. Odsyłam zatem nie tylko do wikipedycznej definicji (co ciekawe, wielu twórców wikipedii jest zagorzałymi entuzjastami memów), ale i do polskich źródeł, w tworzeniu których miałem przyjemność uczestniczyć. Jeśliby ktoś chciał się zapoznać ze znaczną dozą polskiego dorobku w tej dziedzinie - oto ona. &lt;a href="http://www.memetyka.pl/zeszyty.php"&gt;Trzy ostatnie zeszyty to zbiorki prac o memach.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście przy okazji nieco się podlansuję podlinkowując te oto, przełomowe rzecz jasna, akapity:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.memetyka.pl/zeszyt9.php"&gt;Współczesne Med&lt;span style="font-style:italic;"&gt;JA&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.memetyka.pl/dokumenty/pliki/zm10_3.pdf"&gt;Brzytwą po memach&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://memetyka.pl/dokumenty/pliki/zm11_3.pdf"&gt;Naśladownictwo i odtwarzanie w ontogenezie człowieka&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Polecam w sumie drugi, bo tam mówię na temat wartości memetyki wszystko, co faktycznie mam w tej kwestii do powiedzenia... Czołem!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-5652910596346415469?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/5652910596346415469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=5652910596346415469' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/5652910596346415469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/5652910596346415469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/01/memy-i-inne-rewelacje.html' title='Memy i inne rewelacje'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-338225826566526736</id><published>2009-01-03T02:40:00.000-08:00</published><updated>2009-01-03T02:50:40.265-08:00</updated><title type='text'>Czy popkultura to w ogóle kultura? Zapraszam do luźnych rozważań...</title><content type='html'>Przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia o nas samych jako o podmiocie dziejów. Ludzka cywilizacja postrzegana jest przez nas samych jako – wszystko jedno, dobre czy złe – ale jednak niemałe osiągnięcie. Lubimy myśleć, że jest ona wytworem naszych pragnień, myśli i działań. Lubimy wskazywać na cele, które ponoć nam przyświecają, świadomość, że jesteśmy twórcami kultury jest dla nas w jakichś sposób kojąca, sprawia, że odczuwamy mimo wszystko pewnego rodzaju dumę. Sądzę, że stanowisko takie jest uprawnione niestety w nie wszystkich przypadkach. Zwierzęta w cyrku potrafią nas zadziwiać swoją zręcznością. Obserwując niedźwiedzie jeżdżące na rowerze, lwy przechadzające się po linie lub małpy żonglujące piłeczkami trudno jednak, byśmy patrzyli na nie jako na twórców, faktycznych artystów, kogoś, kto faktycznie ma zamiar doskonalić się w pewnej sztuce. Zadziwia nas ich precyzja, jednak nie intencje, które za nią stoją. One – jeżeli tylko zechcemy się nad nimi chwilę zastanowić – wzbudzać mogą nawet pożałowanie i litość. W świecie kultury popularnej, w społeczeństwie masowym, pytanie o to, na ile należy postrzegać nas jako faktycznych twórców swojej kultury należy postawić po raz kolejny. Przyjęło się myśleć, że jedną z cech biologicznych człowieka, cech wyróżniających nas jako gatunek, jest zdolność do tworzenia i przekazywania kultury. W jakim stopniu jesteśmy dziś twórcami kultury? W jakim stopniu przekazujemy ją dalej? Czy faktycznie działania te należy uznać jako w pełni kulturowe? Jeżeli natomiast nie jest tak, to czym jest owa para-kultura otaczająca nas w około? I jakimi rządzi się prawami? &lt;br /&gt;Popkultura nie liczy na wymianę poglądów, liczy natomiast na zwrócenie uwagi, liczy na nawiązanie kontaktu, na zainteresowanie – dokładnie jak ma to miejsce w nielingwistycznych rozmowach dorosłych z dziećmi. Rzeczywistość reklamy, bajeru, hasła, nagłówka, leadu, logo – czy nie przypomina ona wielkiego zbioru bodźców, które nie tyle mają za zadanie komunikować i zachęcać do rozmowy, ile zaskakiwać, bawić? Ich cel to podtrzymanie kontaktu, nie zaś zachęta do prowadzenia merytorycznej dyskusji. Tutaj jawi się kolejna podstawowa różnica pomiędzy kulturą a popkulturą: ta druga, w przeciwieństwie do pierwszej, nie jest dyskursywna, na co niegdyś wskazywał lingwista Michaił Bachtin. Kultura jest bowiem dialogiem, jest bezustannie wykuwana i przekuwana w umysłach swoich nosicieli, jest modyfikowana, nieustannie ewoluuje, jest negowana, poddawana w wątpliwość i ponownie potwierdzana, jest dyskutowalna, komunikowalna. Podobnie rzecz ma się w codziennej komunikacji językowej, gdzie nadawca z odbiorcą nieustannie zamieniają się rolami. W przypadku popkultury nie ma czegoś takiego jak zamiana ról. Tam nadawca i odbiorca ustaleni są raz na zawsze. Z popkulturą i w jej obrębie nie sposób prowadzić dyskusji, podobnie jak nie sposób dyskutować z produktami wyłożonymi na sklepowej półce. Nie po to są one stworzone. Można dyskutować z ich wytwórcami, jednak w tej chwili wykraczamy poza sklepową rzeczywistość, tak samo jak dyskutując z nadawcą funkcjonujemy poza obrębem popkultury. Skala występowania zjawisk pop i samo nastawienie na masowy odbiór spłaszcza i upraszcza przekaz, sprawia, że oferowany produkt nie wymaga od odbiorcy żadnego zaangażowania poza tym typowo „merkantylnym”. Produkt popkultury nastawiony jest nie na dyskurs kulturowy, a ekonomiczny. Jego zadaniem jest przebić się w walce na rynku, nie jest to jednak rynek idei. Uczestnik popkultury nie jest istotą kulturową. Jest publicznością, samotnym oglądaczem, gapiem zza szyby, klientem, jest jedynie osobą kultywującą anonimową relację łączącą go z producentem. Reprezentuje stronę popytową, tak samo bezosobową jaką jest ta znana z giełd określana lakonicznym zwrotem „byki”. Tym jednak różnią się w sposobach funkcjonowania od inwestorów, że rzadko stają się stroną podażową.&lt;br /&gt;Trochę to pesymistyczne, ale tak właśnie, cholera, uważam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-338225826566526736?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/338225826566526736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=338225826566526736' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/338225826566526736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/338225826566526736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2009/01/czy-popkultura-to-w-ogle-kultura.html' title='Czy popkultura to w ogóle kultura? Zapraszam do luźnych rozważań...'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-4553755944893312167</id><published>2008-12-31T01:43:00.000-08:00</published><updated>2008-12-31T01:47:38.329-08:00</updated><title type='text'>Na koniec roku...</title><content type='html'>...sporawy bonusik. Kosztowało nas to niemało pracy, dlatego tym bardziej zachęcam do zapoznania się z treścią. Na tapecie znalazło się 300 tys. materiałów prasowych z ostatniego roku dotyczących największych dziesięciu branż obecnych na polskim rynku. W ramach każdej z nich wyodrębniliśmy pięć dominujących podmiotów. Za nami niezła harówka, ale i wynik niczego sobie. Nasz projekt - TOP Marka - zapełnił bowiem niemały dodatek miesięcznika Press. Życzę miłej lektury, choć &lt;a href="http://www.press.pl/press/dodatekPress.php?numer=155"&gt;wersja on-line&lt;/a&gt;, chyba tego nie umożliwia do końca... Do kiosków, saloników, empików i innych takich!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-4553755944893312167?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/4553755944893312167/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=4553755944893312167' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4553755944893312167'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4553755944893312167'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/12/na-koniec-roku.html' title='Na koniec roku...'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-6512464253859135519</id><published>2008-12-30T08:12:00.000-08:00</published><updated>2008-12-30T08:19:41.888-08:00</updated><title type='text'>Media o płatnościach bezgotówkowych</title><content type='html'>Polski sposób myślenia o gotówce zmienia się. Płatności bezgotówkowe dają poczucie zasobności a wygodą kuszą nawet najbardziej opornych. Banki czują tę niszę a media w promocji takich rozwiązań są dla nich więcej niż prawą ręką.&lt;br /&gt;Statystyka nie kłamie. Na jedną kartę płatniczą w Polsce przypada zaledwie kilkanaście płatności na rok! Jesteśmy szarym końcem Europy. Po drugie, niby ekscytujemy się 8, 9, 10 milionami wydanych kart, zapominamy jednak, że znaczny procent społeczeństwa w ogóle nie korzysta z usług bankowych co dopiero mówić o takich abstrakcjach jak płatność bezgotówkowa. Banki robią co mogą, by ten trend zmienić. I to widać. Dzięki ich działaniom, klimat medialny przyjmuje formę nieustannej promocji plastikowych pieniędzy a ich przekaz daje się streścić w jednym zdaniu: „Rodacy! Nie ma się czego bać!”.&lt;br /&gt;Obraz oferty bankowej w mediach jest o tyle specyficzny, że można nią odmierzać czas. Banki należą do najbardziej dynamicznych pod tym względem podmiotów na rynku i praktycznie w każdym miesiącu można oczekiwać pojawienia się bardzo konkretnej oferty. Analogicznie na przestrzeni ostatniego roku ma się sprawa z płatnościami bezgotówkowymi. Polskie społeczeństwo stopniowo, acz systematycznie i z uporem, bogaci się, w związku z czym popularność tej formy transakcji systematycznie rośnie. Banki doskonale wyczuwają tę rodzącą się niszę i – patrząc na to, co dzieje się w mediach – eksploatują ją aż furczy! Jeżeli nadarza się po temu okazja – tym lepiej. Na wiosnę możemy więc poczytać o stosownych kredytach wielkanocnych, latem obserwujemy prawdziwą erupcję propozycji wakacyjnych (od kart dla dzieci wybierających się na kolonie i obozy poprzez najprzeróżniejsze plastiki dla szeregowych turystów). Jesień zdominowana jest ofertą dla studentów, a koniec roku upływa pod znakiem kart świątecznych. &lt;br /&gt;Przestrzeń prasowa pracuje wyraźnie pod dyktando owego specyficznego zegara. W jej obrębie dostrzegamy głównie dwa rodzaje doniesień. Pierwszy typ to promocja samej karty, niekiedy oparta – niemal słowo w słowo – o informacje prasowe wypływające z centrali banków. Czytelnicze oko na dodatek cieszy zazwyczaj barwne zdjęcie połyskującej plastikowej powierzchni proponowanego produktu. Drugi rodzaj informacji jest bardziej ogólny i zazwyczaj anonsowany jest tytułem z gatunku „wybierz najlepszą kartę”. W tego rodzaju materiałach widzimy stosowne zestawienia, rankingi, porównania a tekst ma charakter częściowo instruktażowy.&lt;br /&gt;Zainteresowanym wątkiem polecam całość, czyli tekst na łamach &lt;a href="http://www.bankier.pl/goto2.html?nazwa=PRZEGLAD_AKT&amp;amp;url=http%3A%2F%2Fwww.bankier.pl%2Fi%2Fprzeglad%2Fpdf%2Fprzeglads_20081229.pdf"&gt;"Przeglądu Finansowego"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Tahoma;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-6512464253859135519?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/6512464253859135519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=6512464253859135519' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6512464253859135519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/6512464253859135519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/12/media-o-patnociach-bezgotwkowych.html' title='Media o płatnościach bezgotówkowych'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-4311046101490273552</id><published>2008-11-27T08:58:00.000-08:00</published><updated>2008-11-27T08:59:39.914-08:00</updated><title type='text'>Burza w szklance wody?</title><content type='html'>Szaleństwo i panika, w jakich pogrążyły się giełdy nie odwracają uwagi Polaków od działań deweloperów. Bo kryzys kryzysem, ale mieszkać gdzieś trzeba.&lt;br /&gt;Na obraz sektora nieruchomości składają się informacje pochodzące z wielu różnych obszarów tematycznych i doprawdy trudno jest spośród nich wybrać te bardziej i mniej istotne. Są to bowiem doniesienia nie tylko bezpośrednio związane z kondycją spółek budowlanych, z ich działalnością, ofertą, ale również z ruchami wykonywanymi pod wpływem informacji dobiegających z rynków światowych, na opiniach klientów, więcej, zwykłych zjadaczy chleba kończąc. Jedno jest pewne: analizując przekaz medialny na temat rynku nieruchomości można dojść do wniosku, że strach, jaki padł na polskich deweloperów ma wielkie oczy.&lt;br /&gt;Jeśli chcielibyśmy na obraz branży spojrzeć bardziej globalnie, nie ulega wątpliwości, że media kreślą przed nami pejzaż być może nie sielankowy, ale bardziej wyważony (polskich komentatorów i ekspertów – niekiedy w przeciwieństwie do dziennikarzy – cechuje bowiem dość umiarkowany i uspokajający ton i to nawet w obliczu kryzysów). A barwy owego pejzażu z pewnością nie są czarne. Po prostu mniej kolorowe. Oto z początkiem września na łamach „Gazety Wyborczej” czytamy, że gdyby sektor nieruchomości przyrównać do machiny o dziesięciu silnikach, sześć z nich pracowałoby na zwolnionych obrotach. To już wiele, by mieć ogólny obraz klimatu, z jakim obecnie mamy do czynienia w mediach. Przede wszystkim – machina wciąż jest na chodzie. Maleje aktywność firm deweloperskich, niepokój dotyka firmy wykonawcze i producentów materiałów. Jednak daleko, a nawet bardzo daleko nam do paniki. Wręcz przeciwnie, rzec można, że mimo przytaczanych alarmujących wyliczeń, branża ma się dobrze i równie częste, jeśli nie częstsze, są teksty, w których czytamy o sytuacji wcale niezłej. Czarne scenariusze – jak pisze „Dziennik” – przygotowywane na ten rok dla branży nieruchomości nie sprawdzają się. Czytamy więc, że sprzedaż jest mniejsza, ale wszak nie zerowa. Boom mija, ale w dalszym ciągu brakuje 1,5 mln lokali.&lt;br /&gt;Istotny sygnał płynie również z działań konsumentów: choć o kredyt niełatwo, to zainteresowanie nimi rośnie a nie maleje. Prasa mówi wręcz o atmosferze spokoju, czy senności. I rzeczywiście, wystarczy spojrzeć w jakim tonie piszą główne tytuły prasowe: „Rynek nie jest już taki łatwy”, „Rynek czeka na jesienne ożywienie”, „Realne ceny mieszkań będą spadać”, których wymowa daleka jest od kasandrycznych wizji kryzysu. Przeciwnie, pomimo pewnych trudności, zainteresowanie ofertą wciąż jest duże. Trudności wydają się jedynie skutkować nieco mniej twardą polityką wobec klienta („Negocjacje stają się coraz bardziej elastyczne”), a apetyty i zachłanność deweloperów wydają się mniejsze („Deweloperzy ograniczają inwestycje”, „Inwestycje deweloperów spadły w wakacje o ponad jedną piątą”). Ton alarmujący, gdzie mowa jest o gwałtownych zwrotach i zapaściach pozostaje stosunkowo rzadki i w porównaniu z resztą przekazu posiada on nieduży zasięg oddziaływania. Owszem, czytamy o kłopotach ze sprzedażą i fatalnych wynikach i dane te faktycznie są fatalne, ale tylko w porównaniu z wynikami osiąganymi w okresie boomu. A temu kroku dotrzymać już trudniej. Windowanie cen po prostu przekroczyło możliwości nabywcze. Do masowych plajt i bankructw firm jednak daleko. Media mówią o rabatach, upustach, obniżkach, ale nie o stratach i upadkach a ceny oferowanych mieszkań to jeszcze nie bezcen, bo jak pisze „GW”, „Mieszkania wreszcie są tańsze, ale nadal drogie”.&lt;br /&gt;A cały tekst znajdziecie &lt;a href="http://www.bankier.pl/goto2.html?nazwa=PRZEGLAD_AKT&amp;amp;url=http%3A%2F%2Fwww.bankier.pl%2Fi%2Fprzeglad%2Fpdf%2Fprzeglads_20081124.pdf"&gt;tutaj.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-4311046101490273552?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/4311046101490273552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=4311046101490273552' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4311046101490273552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4311046101490273552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/11/burza-w-szklance-wody.html' title='Burza w szklance wody?'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-7801662820326149096</id><published>2008-11-25T00:10:00.000-08:00</published><updated>2008-11-25T00:17:08.052-08:00</updated><title type='text'>Amba na ambasadorów</title><content type='html'>&lt;p&gt;"Obserwujemy rosnącą modę na korzystanie z narzędzia marketingowego bazującego na przeniesieniu wizerunku z osoby, na markę lub konkretny produkt. Dlatego analizując wizerunek polskich gwiazd coraz częściej trafiamy na informację o tym, kto został ambasadorem i jaką markę będzie promował. W czym należy upatrywać przyczyn zainteresowania tą właśnie formą reklamy? Zapewne w opłacalności!" Oto wstęp do ciekawego tekstu, na jaki ostatnio napatoczyłem się w necie. Brzmiał znajomo. Okazało się, że to fragment raportu z cyklicznego monitoringu celebrytów, który prowadzimy. Mało tego, okazało się, że jestem tegoż tekstu współautorem, zdążyłem tylko o nim zapomnieć przywalony innymi zleceniami :) Jaki ten internet mały... &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/8239/Kto-za-kogo-i-ile-zaplaci/badania-celebryta-marketing-wizerunek/"&gt;Miłego czytania!&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-7801662820326149096?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/7801662820326149096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=7801662820326149096' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7801662820326149096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7801662820326149096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/11/amba-na-ambasadorw.html' title='Amba na ambasadorów'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-7768384091382307769</id><published>2008-11-22T07:17:00.000-08:00</published><updated>2008-11-22T07:44:04.225-08:00</updated><title type='text'>Internet ogoopia?</title><content type='html'>Niedawno miałem okazję przeczytać wynurzenia dziennikarzy "Gazety Wyborczej" na temat tez &lt;a href="http://wysylkowa.pl/ks795628.html"&gt;Andrew Keena&lt;/a&gt;. To ten od od "Kultu amatora", fenomenalnej książki na temat wpływu technologii na nasze zdolności poznawcze, sposoby myślenia o rzeczywistości i niszczeniu kultury. Cóż, niestety, mam wrażenie, że dziennikarze w osobach m.in. pani Marty Klimowicz, Mirosława Filiciaka i in. ni w ząb nie zrozumieli tez Keena, a przynajmniej nic nie wskazuje na to, by sens tych tez stał się dla nich w jakiś sposób przejrzysty. Świadectwem tego niech będą &lt;a href="http://historiaimedia.org/2008/10/29/czy-google-nas-oglupia-dyskusja/"&gt;te oto akapity&lt;/a&gt;. Keen być może nie jest mesjaszem cyberprzestrzeni, ale czytając prace (pod linkiem ciekawe pozycje książkowe - polecam!) &lt;a href="http://czytelnia.onet.pl/0,4878,0,1,nowosci.html"&gt;Postmana&lt;/a&gt;, McLuhana, &lt;a href="http://www.poczytaj.pl/65624"&gt;Sartoriego&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://merlin.pl/Dokad-prowadza-nas-media_Krzysztof-Teodor-Toeplitz/browse/product/1,492857.html;jsessionid=C1A3D5E9441B05CF573A5217BAD6128D.LB4?gclid=CJXUuOWPiZcCFQpTtAodngS1-A"&gt;Toeplitza&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.wysylkowo.pl/ks73639.html"&gt;Bobryka&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.swiatksiazki.pl/webapp/wcs/stores/servlet/ExtendedProductDisplay?catalogId=10201&amp;amp;storeId=10001&amp;amp;langId=1&amp;amp;productId=116464&amp;amp;gclid=CPyttJmQiZcCFQpJtAodlDoV-g"&gt;Barbera&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.gandalf.com.pl/b/wiek-dostepu/"&gt;Rifkina&lt;/a&gt; i in. jego wynurzenia nie są pozbawione sensu i wpisują się w dłuższą tradycję krytyczną. Uczeni ci przekonują, że sposoby, w jakie ludzie korzystają z internetu i w ogóle mediów współczesnych w bardzo istotny sposób zmieniają - by nie powiedzieć - upośledzają nasze rozumienie przekazu medialnego. Kluczowe znaczenie wydaje się mieć tu głównie prędkość przekazu informacji oraz bezwględne kryterium, jakim jest jej wartość rynkowa. Informacja musi nie tylko mówić o czymś ciekawym, musi się opłacać. Uczeni ci zapisali tysiące stron punkt po punkcie obnażając prawidła, według których forma komunikatu może wpływać na jego treść ("medium is a message", pamięta to ktoś?!). Krytycy Keena, w tym pani Marta Klimowicz, twierdzą, że przecie internet uczy nas poruszania się w informacyjnym gąszczu, lewitowania na tylu płaszczyznach, och, jeszcze krok i jesteśmy prawdziwym omnibusem cyberprzestrzeni, oddajcie pokłon, maluczcy! Pomijają niestety fakt brutalnego odzierania informacji z szerszego kontektu. Czym jest news na dwa akapity wobec porządnego artykułu? Czym jest link wobec rzeczowej definicji? Wiedza dzisiejszego pokolenia przypomina tele-sieczkę bez żadnego zakorzenienia. Jest to zbiór pseudo-informacji, bez żadnych wzajemnych zależności. To jak zależność między inteligencją a mądrością. Tezy Keena i jemu podobnych zmierzają w tę stronę: choć wiemy coraz więcej, jest to wiedza pozorna, w gruncie rzeczy nie wiemy prawie nic. Mnożą się dyletanci, pseudo-artyści i fałszywi eksperci, których wynurzenia warte są w gruncie rzeczy funta kłaków. Głupota była zawsze i wszędzie - tu Klimowicz ma rację. Ale! I tutaj rację ma bezapelacyjnie Keen i in., jeszcze nigdy głupota nie była tak zorganizowana. Wcześniej prosty ciemny chłop snuł bujdy na własny rachunek. Dziś może je uploadować i zgarnąć od reszty dyletantów nic niewarte opinie. Głupota jest dziś zorganizowana i usieciowiona. Ignoranci z miast i wsi, międzykontynentalna intelektualna (hmmm... nie śmietanka, może więc...) maślanka wymienia między sobą terabajty idiotyzmów i para-przemyśleń. I z tą siłą niestety liczyć się trzeba, jeśli chce się zaistnieć na rynku. To istota tzw. Web 2.0. Smutne to trochę. Smutne, że ci, którzy krytykują Keena wyrywają jego, jakże celne i ironiczne, spostrzeżenia z kontekstu, a zatem robią to, przed czym Keen próbuje nas ostrzec w pierwszej kolejności i to nie a propos - gdzie tam - swoich książek. A propos komunikowania się w ogóle! Życzę miłego oglądania cowieczornych wiadomości, a w nich obok planów ratunkowych dla światowej gospodarki, newsów o wybuchu gazu w piwnicy w Wąchocku, corocznym zjeździe sobowtórów, rakietowym plecaku i gwoździach w eklerku. Jaka miła, rzeczowa, nieogłupiające sieczka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-7768384091382307769?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/7768384091382307769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=7768384091382307769' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7768384091382307769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/7768384091382307769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/11/internet-ogoopia.html' title='Internet ogoopia?'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-5118185645906412493</id><published>2008-11-05T00:40:00.000-08:00</published><updated>2008-11-25T00:20:47.364-08:00</updated><title type='text'>A teraz coś z zupełnie innej beczki</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Producenci Coca-coli w znanym dowipie zachodzą w głowę ile papieżowi posmarowali piekarze, że w modlitwie na calym świecie mamy "chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: verdana;" href="http://www.supermozg.pl/supermozg/1,91626,5707093,Czy_jaznia_mozna_sie_zarazic_.html"&gt;Tutaj &lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;teoretycznie mamy ten sam problem. Co jeśli nasze "ja" jest tylko wyjątkowo popularną i zaraźliwą ideą, która tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia dla nas samych? Nie wykluczone, że istnieje ona tylko po to, żeby działać na korzyść obcego interesu. A i tak wszyscy są do niej masakrycznie mocno przywiązani. To jest dopiero siła marketingu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-5118185645906412493?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/5118185645906412493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=5118185645906412493' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/5118185645906412493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/5118185645906412493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/11/teraz-co-z-zupenie-innej-beczki.html' title='A teraz coś z zupełnie innej beczki'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-3581231092653089342</id><published>2008-10-08T00:52:00.001-07:00</published><updated>2008-10-08T01:05:51.836-07:00</updated><title type='text'>"Do przodu ale w cuglach", czyli...</title><content type='html'>A &lt;a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Do-przodu-ale-w-cuglach-1837324.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; mały przykład tego, czym - poza socjologią - zajmuję się na co dzień. Analiza przestrzeni medialnej pod określonym kątem. To akurat przykład krótkiego tekstu na temat małych i średnich spółek - czyli tych wrednych MiSiów, co to od roku dają popalić inwestorom aż miło (w tym mnie kurna) -  i ich obecności w mediach w pierwszym półroczu 2008. Oczywiście tego rodzaju tekst to nie porządny statystyczno-jakościowy raport medialny, gdzie danych jest daleko więcej niż normalnych wniosków wizerunkowych... Jeno taka wersja dla ludzi. Współautorzę to z Sebastianem Bykowskim i Marcinem Szczupakiem. Pomijam fakt, że zrypali nam nazwę firmy w podpisie :) &lt;a href="http://euro.bankier.pl/news/article.html?article_id=1837324"&gt;Tu&lt;/a&gt; zresztą też (kopiuj wklej i llluuuzzzz). Tekst ukazał się na łamach tygodnika "Przegląd Finansowy Bankier.pl".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-3581231092653089342?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/3581231092653089342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=3581231092653089342' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3581231092653089342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3581231092653089342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/10/do-przodu-ale-w-cuglach-czyli.html' title='&quot;Do przodu ale w cuglach&quot;, czyli...'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-3644919344792484001</id><published>2008-09-29T08:07:00.000-07:00</published><updated>2008-09-29T09:34:04.109-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura popularna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='memetyka'/><title type='text'>Nieuchronnie w stronę demagogii?</title><content type='html'>Ostatnio napisał do mnie student. Namierzył mnie, ponieważ jako jedna z niewielu osób w Polsce maczałem palce w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Memetyka"&gt;memetyce&lt;/a&gt;. Zresztą maczam i do tej pory, ale już nie palce, tylko palec, przez sentyment, i to raz na jakiś czas. Jak kogoś to obchodzi to może sobie zerknąć np. &lt;a href="http://www.memetyka.pl/dokumenty/A0000003.htm"&gt;tu.&lt;/a&gt; Ów przyszły politolog wyłuczczył mi główne tezy swojej powstającej właśnie pracy magisterskiej. O tym jak to doktryny polityczne mnożą się niczym epidemie. Autor zakłada, że w dobie społeczeństwa multimedialnego doktryny te walcząc o olbrzymią wręcz armię potencjalnych wyznawców, same tracą na wyrazistości. Z tych też powodów takie wykwity jak komunizm, faszyzm czy nazizm są dziś nie do pomyślenia. Pomińmy tutaj moje zastrzeżenia, jako że uważam, że takie wykwity jak komunizm, faszyzm czy nazizm są dziś jak najbardziej (albo i jeszcze bardziej) do pomyślenia, nieważne. Ważne i ciekawe jest założenie, że doktryny tracą wyrazistość. Pan student powiedział coś, co wcześniej chodziło mi po głowie, jeno nie miałem jakoś czasu zasiąść do tego na dłużej.&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie, że jesteśmy doktryną polityczną w regionie takim jak Europa. Mamy - nie bójmy się tego słowa - dobrobyt, ludzie się bogacą, miejsc do pracy w końcu przybywa, gospodarka ma się dobrze (olać nawet spadki na giełdach od roku!). Ludzie na dłuższą metę nie mają się przeciwko czemu buntować. Buntują się przeciwko Kościołowi, że się pakuje gdzie nie trzeba, buntują się przeciwko Bushowi, który jest daleko i ma te głosy gdzieś, buntują się przeciwko oprawcom Chińczykom... Słowem bunt ten kierowany jest gdzieś hen, daleko... bo w najbliższym otoczeniu jest całkiem w porządku. I teraz jesteśmy taką doktryną polityczną, która walczy o względu wyborców. Co zatem musi ona zrobić? Wroga - a to w polityce ważne - wskazać dość trudno. Z UE wyjść się nie da, konkordat już mamy, Chiny daleko, tarcza rakietowa przyklepana... Nie ma czego się przyczepić. A zatem? A zatem trzeba skręcić w stronę pop-polityki, tez dla ubogich, rewolucji dla leni, zrobić z polityki show, spodobać się, sprzedać. Skutek? W trakcie kampanii wyborczej - bo to tutaj idee walczą o powodzenie - trzeba robić dobrze wszystkim naokoło. Nikogo nie odpuścić. Każdy lider niczym Pan nasz powtarzać będzie coś na kształt "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie", pięknych haseł starczy dla wszystkich. W ostatnim "Przekroju" przeczytać możemy o &lt;a href="http://www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,2955.html"&gt;kolejnym świadectwie &lt;/a&gt;tego rodzaju trendów. PO staje się drugim PiSem. Tylko co to znaczy drugi PiS, skoro pierwszy PiS od dawna uważany jest za partię nieoficjalnie lewicową, garnącą pod swe kacze skrzydełka wszystkich maluczkich jeszcze bardziej niż jawnomyślący socjaliści spod znaku Napieralskiego?? Przyznam, że gubię się, kto dziś ma poglądy liberalne, prawicowe, a kto lewicowe. Prawdziwych prawicowców u władzy - nawet w parlamencie - to dziś nie ma chyba żadnych? Niech mnie ktoś oświeci, bo nie wiem. Pomieszanie z poplątaniem. A co jeśli to dopiero początek? Być może czeka nas w przyszłości jedna doktryna, taki polityczny monolit, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie? Snuję tak tu sobie trochę bez sensu pewnie, ale jak boniedydy, marzy mi się takie badanie. Usiąść, przeanalizować te kilka tysięcy wypowiedzi liderów politycznych większych i mniejszych, komentatorów, dziennikarzy na przestrzeni - powiedzmy - ostatnich 18 miesięcy i sprawdzić. Jak to co czerwone różowieje, jak to co czarne szarzeje... Jak generalnie robi się jedna wielka paciaja. Powkładać to w cudne wykresy i wyjdzie. Ile tez lewicowych, prawicowych, centrowych jest po tej stronie Sejmu, gdzie powszechnie uważa się, że być powinny. Już teraz jestem pewien, że wyszłaby z tego jedna wielka ściema. Zastanawia mnie rozkład takich doktryn przed wyborami w trakcie trwania kadencji. Analiza trendów też mnie korci, przyznam. Na przykład już teraz mogę się założyć, że kampanie to okres lewicowienia sceny politycznej. Jeżeli takie badanie powstanie i jeżeli będę w nim maczać palec lub palce - dam Wam znać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-3644919344792484001?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/3644919344792484001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=3644919344792484001' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3644919344792484001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3644919344792484001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/09/nieuchronnie-w-stron-demagogii.html' title='Nieuchronnie w stronę demagogii?'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-4386074278844215009</id><published>2008-09-21T06:16:00.000-07:00</published><updated>2008-09-29T09:34:53.922-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura popularna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Skończyła się pewna epoka...</title><content type='html'>...a zaczęła nowa. Taaak... Zapewne jak większość Polaków jeszcze stosunkowo niedawno - jak ten czas leci! - byłem entuzjastą rządu PO-PiS z naciskiem na PO. Wyszło jak wyszło, tzn. nie wyszło i to nawet z naciskiem w którąkolwiek stronę. Że się Lechu Kaczyński lansował w orędziach z łapkami na blacie, że Ziobro zwoływał konferencje co i raz, że podjęto uchwałę o zmianie dyskursu tak, żeby PiS przyciągnął młode rzesze (tu i tam wtrącić jea kamą i będzie cacy, przykład daje &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=u_7-VnkFxPE&amp;amp;feature=related"&gt;megawyluzowany Jacek Kurski&lt;/a&gt;, co to nawet po maślance potrafi być w stanie wskazującym i wywijać na gitarce aż miło!), że pod rękę z samoobronną trzódką ten i ów paradowali na wybiegach, że prezydent i ówczesny premier robili sobie kampanię za pieniądze przekazane dla ofiar zawalenia się hali w Katowicach... rozumiem. Lans musi być i ci ludzie mnie nie zdziwili. Ale - i tu posypuję sobie głowę popiołem - dałem się zwieść oczekiwaniom, że zwycięstwo PO wprowadzi w sposób lansowania się trochę logiki. A tu co - klops. Okazuje się, że nasz kochany premier sposobem uczestniczenia w debacie publicznej ani na jotę nie różni się od Kazimierza Marcinkiewicza, i to nawet nie chodzi o angielski w wykonaniu &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0NRaRa5lYck"&gt;jednego&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=teAk8iTrMzg&amp;amp;feature=related"&gt;drugiego&lt;/a&gt;. Aż Lechu miał ubaw po pachy. Marcinkiewicz, wiadomo, piłkę lubił sobie pokopać, co dzień jakąś szkółkę - ciach - otworzył, przejechał się na koniku... Donald też se tu i tam karnego wykona na wf-ie w jakiejś podstawówce, czapkę wełnianą z wojaży se przywiezie, zagai, że czasem lubił się &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=b9DBJ6CvETg"&gt;sztachnąć&lt;/a&gt;... Cóż jego święte prawo. Lans musi być. Byłem już i tak dość wkurzony, jak Tusk pojechał osobiście obejrzeć miejsce katastrofy pociągu w Studence w te wakacje - pamiętacie? Po kiego on tam? Że premier powinien siedzieć w gabinetach i decyzje podejmować, wiadomo. A tu niespodzianka. Trzeba pojechać, powspółodczuwać, łezkę uronić, osobiście pomoc obiecać, przerazić się, westchnąć, zmówić paciórek, tylko tak, żeby kamery nas skamerowały. Od tego czasu wiem, że prawdopodobieństwo pojawienia się polskiego premiera wzrasta wraz z liczbą ofiar jakiegoś wypadku. I gotów jestem obstawiać, choć wolałbym się nie przekonywać. Niestety, moją tezę - nazwijmy ją prawem Kozłowskiego - potwierdziłem i to bardzo niedawno oglądając to, co wyemitowała TVN 24. Tusk pojechał obejrzeć spustoszenia po niedawnym huraganie. Wysiadł z limuzyny i po błocku błąkał się w obstawie BORowców od domu do domu. Pokiwał głową, zadumał się nad rozmiarem tragedii, niech mu będzie, może naprawdę wzruszon. Ale kiedy zabrał się za rozmowy z miejscowymi, paaaanie premierze, to już przeginka. Drewnianym głosem wypalił: a czego wam najbardziej potrzeba? (jaja jakieś? pytanie kalibru "co państwo czuli" zadawane np. rodzinie ofiar jakiejś masakry). Dalej. Babka jakaś mówi - jutro będziemy robić placki tu. Przyjdzie pan? Myślę sobie, o cholera, to się dopiero nazywa spoufalić się z premierem. Nawet po Tusku miłosiernym widać było, że mu ta familiarność trochę nie odpowiada. No i co on na to? Bąknął półgłosem - jesteśmy umówieni. A babka dalej. To jeszcze niech pan mojego synka, Andrzejka, pozdrowi. Tusk skamieniał, prawie jak w radiu gdzie oprócz Andrzejka to jeszcze można pozdrowić Małego, Śledzia, Mumina, Arcziego i innych takich. Babka w zaparte: na pewno się ucieszy. Kamera już najeżdża. Tusk zwiał, udał że nie słyszy. I ja go rozumiem, bądź co bądź - premier. I trochę nie przystoi robić z siebie błazna, obiecywać, że się na ziemniaczane wpadnie.&lt;br /&gt;Panie premierze. Co się pan dziwi? Jasne, że łatwiej naobiecywać osobiście, aniżeli realne działania podejmować w zaciszu gabinetów, gdzie nie ma kamer i swojaków, z którymi dobrze się wychodzi na zdjęciach. Wiadomo, że lepiej chlapnąć coś o kastracji chemicznej - oczywiście a propos kolejnej supermedialnej tragedii - aniżeli wcześniej skonsultować się z lekarzami, bo to już mniej efektowne. Tylko potem trzeba się liczyć, że powaga urzędu może czegoś tam nie znieść. Bo tutaj nas zaproszą na placki, tam nas przebiorą w jakiegoś muppeta, gdzie indziej wypchną ze spadochronem? Nie wierzycie? Eee tam, kwestia czasu. Bo chyba o to chodzi - takie mamy czasy. Dziś już nie jest się normalnym premierem. Jest się premierem-celebrytą i to tak, jak definiuje go prof. Godzic. Bo kim jest celebryta? Celebryta to przede wszystkim swojak. Mówi po ludzku, ze wszystkimi się zgadza, lubi się dobrze zabawić, nie uchlewa się domperinią, tylko chlapnie głębszego i zagryzie, bo on swój, nasz. I wtedy właśnie nachodzi mnie czarna myśl, że polityka to to, o czym mówił Franz Maurer. To już nie gra o stołki, tylko ludzie którzy coś tam spalą na wysypisku, komuś dobrze posmarują, skumają się z jakimś nienazwanym lobby, które premiera-clowna ma głęboko gdzieś. Premier nic nie skuma bo kalendarz ma wypchany po brzegi i na dodatek łamie sobie głowę czy w kolejnej edycji Tańca z Gwiazdami wziąć udział teraz, czy może poczekać do wyborów...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-4386074278844215009?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/4386074278844215009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=4386074278844215009' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4386074278844215009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/4386074278844215009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/09/skoczya-si-pewna-epoka.html' title='Skończyła się pewna epoka...'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5361191011864636089.post-3029522909117063717</id><published>2008-09-17T09:14:00.000-07:00</published><updated>2008-09-17T11:43:50.701-07:00</updated><title type='text'>Telebiegunka</title><content type='html'>Nieubłaganie nadciągnął koniec wakacji, a z nim koniec nadziei na to, że w polskiej telewizji, przynajmniej w najbliższym czasie, coś - że się tak po kolokwialnemu psze państwa wyrażę - ruszy z miejsca. Gdzie tam. Przed nami siedemsetna edycja tańca z pseudo-gwiazdami (jakichś 95% tych pląsaczy w ogóle nie kojarzę. Kojarzyłem Anię Popek, bo ładna, ale ponoć wyleciała na dzień dobry, więc kojarzę to towarzystwo jeszcze mniej), do tego, tak na oko, dwudziesta druga edycja "Gwiazd co to tańczą na lodzie" i "Jak oni śpiewają". A zatem przed nami kolejna odsłona &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XqVEVQ-bayE"&gt;takich oto&lt;/a&gt; perełeczek. Gdzieś przeczytałem artykuł na temat tej rąbanki pod znaczącym tytułem "Jak oni się powtarzają" i w pełni się z tym hasełkiem zgadzam. Sieki ma być zresztą jeszcze więcej. Podobno jednym z ekspertów od gwiazdorów-amatorów-łyżwiarzy ma być naczelny gej polskiego mody półświatka, Tomasz Jacyków, co to "pedałów tylko rucha" (a tą &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=BUiRRQlV3OE&amp;amp;feature=related"&gt;wypowiedzią&lt;/a&gt; to mi nawet podpasował, nie sądziłem, że taaaka warszafka pełnowymiarowa ma do się całkiem niemały dystans!). Wyobrażacie sobie ten koktajl Mołotowa, jak toto się przemiesza z Dodą w tym samym czasie antenowym?! Strrrrrraszno i śmieszno. Ale co ja będę jęzor i paluchy strzępił. Co chciałem powiedzieć - napisałem. O &lt;a href="http://odra.okis.pl/article.php/750"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5361191011864636089-3029522909117063717?l=popkiszka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popkiszka.blogspot.com/feeds/3029522909117063717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5361191011864636089&amp;postID=3029522909117063717' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3029522909117063717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5361191011864636089/posts/default/3029522909117063717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popkiszka.blogspot.com/2008/09/telebiegunka.html' title='Telebiegunka'/><author><name>kozborn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00471562387376803608</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tXnP8o9fbHo/SRMJ2fyQg1I/AAAAAAAAAA4/XCpjhfplThM/S220/IMG_4923.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
